Doskonałą dla Rosji wiadomość pierwsza podała rządowa agencja TASS, powołując się na źródła w Berlinie. Chwilę później, w Kijowie, potwierdził ją Roman Washchuk, ambasador jednego z najbardziej proukraińskich krajów sojuszu – Kanady.
– Niestety polityczny realizm podpowiada, że postępu w sprawie członkostwa Ukrainy w NATO nie będzie. Nie na tym szczycie, nie w tych okolicznościach – oświadczył Kanadyjczyk.
Czytaj także: Nieznośna względność czasu w NATO
Źródła dyplomatyczne w środę przyznały jednak „Rz", że Ukraina jeszcze walczy o to, aby w jednostronnej deklaracji NATO przynajmniej poparło ogólne euroatlantyckie aspiracje Kijowa. Ale nasi rozmówcy dodali, że już nawet Polska nie starała się o to, aby w tym dokumencie znalazło się konkretne odniesienie do członkostwa kraju w sojuszu w przyszłości.
Dokładnie dziesięć lat temu na szczycie paktu w Bukareszcie uzgodniono znacznie dalej idące zobowiązanie.
– NATO wita z zadowoleniem euroatlantyckie aspiracje do członkostwa Ukrainy i Gruzji. Zgodziliśmy się dziś, że kraje te zostaną członkami NATO – zapisano wówczas. Taki był kompromis między dążeniami George'a W. Busha poszerzenia sojuszu na wschód i sprzeciwem Francji i Niemiec w tej sprawie.
Dziś jednak sytuacja jest zupełnie inna. W przyszły poniedziałek po raz pierwszy Donald Trump weźmie udział w szczycie z Władimirem Putinem w Helsinkach. Chce wówczas dojść do jakiegoś modus vivendi z Kremlem, bo to zwiększa szanse Amerykanów na sukces w strategicznej konfrontacji z Chinami z jednej strony oraz z Iranem z drugiej. Trudno więc się spodziewać, aby amerykański prezydent zgodził się w Brukseli na zapis w sprawie Ukrainy, który mógłby zostać uznany za prowokację przez Rosjan.
Ukraińcy boją się wręcz, że prezydent USA pójdzie w Helsinkach ich kosztem na dalej idące ustępstwa. Aby tak się nie stało, Petro Poroszenko spotkał się kilka dni –temu z Trumpem.
– Nie sądzę, aby w rozmowie z Putinem Trump zaakceptował aneksję Krymu. Presja na niego, w szczególności Kongresu, jest w tej sprawie zbyt duża – mówi „Rz" Andreas Umland, ekspert kijowskiego Instytutu na rzecz Współpracy Euroatlantyckiej. – Ukraińcy już jednak stracili nadzieję, że w Brukseli uzyskają jakieś obietnice w sprawie członkostwa w NATO. Liczą, że ten temat wróci za dwa–trzy lata, gdy zostanie dokończona reforma Sił Zbrojnych. Ale to naiwność: Europa Zachodnia, łącznie z Niemcami, nie zgodzi się na to. Paradoksalnie Ukraina może stać się członkiem NATO tylko, kiedy rozwiąże konflikt z Rosjanami i sojuszu już nie będzie potrzebowała. To byłoby możliwe, gdyby reżim w Moskwie został całkowicie zmieniony i sama Rosja równocześnie z Ukrainą przystępowałaby do NATO. Dziś to zupełnie abstrakcyjna sytuacja – dodaje Umland.
Putin cztery lata temu zaatakował wschodnią Ukrainę, aby zapobiec przystąpieniu kraju do sojuszu atlantyckiego. NATO nie przyjmuje krajów, które mają nieuregulowane konflikty graniczne.
W Brukseli nie dojdzie nawet do wspólnego oświadczenia Ukrainy i NATO. Wszystko z powodu Węgier, które od wielu miesięcy blokują posiedzenie ukraińsko-natowskiej komisji. Viktor Orbán protestuje w ten sposób przeciwko nowej ukraińskiej ustawie edukacyjnej ograniczającej prawa mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu.
Członkostwo w NATO staje się natomiast w coraz większym stopniu tematem wewnętrznej debaty politycznej na Ukrainie. Przed wyborami w marcu przyszłego roku szanse Poroszenki na reelekcję wydają się znikome, w szczególności z powodu trudnej sytuacji gospodarczej ludności i zawiedzionych nadziei na skuteczną walkę z korupcją. Chyba że prezydent znajdzie zupełnie nowy pomysł na utrzymanie władzy.
– Jego kampania może być oparta na idei budowy autokefalicznego Kościoła prawosławnego. Ale Poroszenko rozważa także zorganizowanie w tym samym dniu co wybory referendum w sprawie członkostwa w NATO. W ten sposób chciałby wylansować się jako gwarant integracji Ukrainy ze wspólnotą euroatlantycką – tłumaczy Umland.
Z perspektywy Kijowa bilans prezydentury Trumpa jest dwuznaczny. Co prawda zgodził się on na sprzedaż Ukrainie broni, w szczególności pocisków przeciwpancernych Javelin. To jednak nie zmieniło przebiegu konfliktu w Donbasie. Niebezpiecznie narasta natomiast spór między europejskimi sojusznikami z NATO a USA, co Putin może wykorzystać, aby ostatecznie „rozwiązać problem ukraiński".
Na razie jak niegdyś Wietnam Ukraina od paru lat jest terenem wojny zastępczej między Moskwą i Waszyngtonem. To zaś, w połączeniu z brakiem wystarczających reform gospodarczych i wstrzymania programu naprawczego uzgodnionego z MFW, powoduje, że kraj nigdy nie wszedł na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego, na jakiej Polska znajduje się od blisko 30 lat. Przepaść w poziomie rozwoju po obu stronach Bugu stale się pogłębia.