Reklama

Nie odpowiadam za raport Macierewicza

O próbie zwerbowania i o tym, dlaczego jego nazwiska nie ma w dokumencie komisji weryfikacyjnej

Publikacja: 12.01.2008 03:08

RZ: Czy spotykał się pan z WSI?

Paweł Kowal:

Spotykałem się z urzędnikami jednego z ministerstw, o których początkowo nie wiedziałem, że pracują w służbach specjalnych. Gdy się o tym dowiedziałem, zaprzestałem spotkań.

O czym pan z nimi rozmawiał?

Nie rozmawialiśmy o niczym takim, o czym nie powinniśmy mówić. Te rozmowy miały bardzo ogólny charakter, a moi rozmówcy, na ile mogłem to zaobserwować, nie przekraczali dopuszczalnych granic. Dziennikarze jednak twierdzą, że były rzeczy, o których nie miałem pojęcia.

Reklama
Reklama

A więc gdyby ci ludzie nie byli z WSI, to uważałby pan, że w takich rozmowach nie ma nic złego?

Gdyby ci ludzie umożliwili mi współpracę ekspercką na zasadach jawnych, tobym ją podjął. Ale w toku naszych rozmów okazało się, że to jest niemożliwe. Po prostu nie planowałem mojego życia jako oficer.

A więc gdyby współpraca mogła być jawna, toby pan współpracował z WSI?

Nie tylko o to chodzi. Gdyby do Warszawy przyjechał Mount Everest, to raczej bym na niego nie wszedł. Na początku moi rozmówcy nie poinformowali mnie, jaką służbę reprezentują i czego ode mnie właściwie chcą. Przeczuwałem, iż ewentualna współpraca z tajnymi służbami może być w przyszłości wykorzystana przeciwko mnie, i tak się zresztą, niestety, stało, już na samej podstawie tego nagabywania.

Odium wokół WSI tworzą byli oficerowie tych służb, którzy zmieniają się w anonimowych informatorów

Trzeba dodać, że niektóre służby jako instytucje nie miały już wówczas dobrej reputacji. Sami o tym pisaliście w „Rz”.

Reklama
Reklama

Ze sprawy zrobiła się afera, bo Antoni Macierewicz stworzył wokół WSI atmosferę instytucji niemalże przestępczej. A ludzi, którzy otarli się o te służby, prawie odsądził od czci i wiary.

Ta historia potwierdza raczej tezę, że w służbach jest wiele patologii. Odium wokół WSI tworzą byli oficerowie tych służb, może inni jeszcze informatorzy z tego kręgu, którzy nagle zmieniają się w anonimowych informatorów dziennikarzy. I to jest problem instytucji. Ja mówię pod nazwiskiem, oni są schowani i mówią, co chcą. A ja nawet nie mogę sprawdzić, jak to się ma do rzeczywistości.

Pana nazwiska nie ma w raporcie Antoniego Macierewicza, a pojawiły się tam nazwiska innych osób, które zaprzeczają, jakoby współpracowały z WSI. Czy to nie jest dowód na instrumentalne traktowanie tego dokumentu?

Pewnie z tych samych powodów, z jakich nie ma w nim pani nazwiska. Nie ma żadnego powodu, żeby moje nazwisko w nim się znalazło, skoro nie byłem współpracownikiem WSI i nie popełniłem żadnego przestępstwa. Na temat tworzenia raportu nie chcę się wypowiadać, bo nic o tym nie wiem.

Ale nazwisko Jarosława Szczepańskiego jest. A on też twierdzi, że nie współpracował z WSI, i nawet wygrał w sądzie z Macierewiczem.

Nie miałem nic wspólnego z tworzeniem raportu Macierewicza.

Reklama
Reklama

Reprezentuje pan jednak formację, która doprowadziła do powstania tego raportu. Głosował pan za rozwiązaniem WSI i sporządzeniem tego dokumentu.

I to, co się dzieje z moją osobą, jest najlepszym dowodem, że mieliśmy w tej sprawie rację.

Gdy się okazało, że będzie raport z likwidacji WSI, czy pomyślał pan, że przy tej okazji może wypłynąć pana nazwisko?

Nie, bo nie byłem współpracownikiem WSI.

To dlaczego rozmawiał pan ze Zbigniewem Wassermannem i z prezydentem Lechem Kaczyńskim na ten temat?

Reklama
Reklama

Poinformowałem ministra Wassermanna o próbie zwerbowania mnie do współpracy przez WSI. Uważam, że jeżeli ktoś zostaje ministrem, to powinien uprzedzić swoich przełożonych, że takie zdarzenia w przeszłości miały miejsce, bo mogą one posłużyć do nacisków. A łączenie mojej sprawy z raportem Antoniego Macierewicza wydaje mi się komedią.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Kaczyński chce zablokować sukces Tuska. Ruch należy do Nawrockiego
Polityka
Jak rumuńscy eksperci wspierali Karola Nawrockiego. Dziennikarskie śledztwo odsłania kulisy
Polityka
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Dezerterzy nie zdali egzaminu z demokracji. Idziemy dalej
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama