Szef SLD komentował w programie "Po przecinku" aktualną sytuację w Platformie Obywatelskiej.
Miller przyznał, że Donald Tusk, który dwukrotnie wygrał wybory, pełnił funkcję premiera przez 7 lat i w końcu zajął wysokie stanowisko w Unii Europejskiej - imponuje mu.
- Delikatne uczucie zazdrości nie jest mi obce - stwierdził polityk. - Myślę, że każdy by zazdrościł Brukseli.
Szef SLD powiedział, że myślał o starcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ale uznał, ze "w Polsce ma więcej do zrobienia".
Zapowiedział też, że Sojusz Lewicy Demokratycznej poprze rząd Ewy Kopacz, ale tylko pod warunkiem, że skorzysta ona z założeń programu SLD. Ostrzegł, że "Ewę Kopacz należy traktować poważnie".
- Jeżeli ktoś się spodziewa, że to będzie taka miła kobietka, która będzie co chwila płakać i zalewać się rumieńcem na widok polemisty, to się rozczaruje - mówił Miller.
Pytany o to, czy Kopacz powinna znaleźć w rządzie miejsce dla Grzegorza Schetyny, Miller odpowiedział w charakterystyczny dla siebie sposób: - Są dwie szkoły: albo trzyma się kogoś w namiocie, aby sikał na zewnątrz. Albo lepiej jeżeli jest na zewnątrz, nawet jeżeli sika do środka - stwierdził dodając, że wszystko zależy od charakteru tej osoby i jej lojalności.
Szef SLD powiedział też, że w Platformie Obywatelskiej jest "kilku Brutusów ostrzących sztylety".
- Ale który z nich pierwszy swój sztylet wbije, czy w panią premier czy kogoś innego, to się dopiero okaże - zakończył zagadkowo Miller i odmówił odpowiedzi, kto jest w PO Brutusem. Według niego, to osoba, która ma najwięcej do powiedzenia i jest najbardziej zdeterminowana.