Postulaty rolników trafią dziś do Ministerstwa Rolnictwa. Prezes rolniczego OPZZ Sławomir Izdebski oświadczył, że rolnicy żądają negocjacji z premier, ponieważ rozmowy z samym ministrem Sawickim "nie rozwiązują problemu".

Izdebski argumentuje, ze skoro premier znalazła czas na rozmowy z górnikami, powinna znaleźć go również dla rolników. Jeśli do rozmów nie dojdzie, rolnicy planują zorganizować "marsz gwiaździsty" na Warszawę, zorganizować w stolicy "zielone miasteczko" i pozostać w niej dotąd, aż ich postulaty zostaną spełnione.

A żądają przede wszystkim natychmiastowych wypłat rekompensat dla tych rolników, którzy ponieśli straty przez dziki. Jeśli uznają za konieczne, wystąpią również o odszkodowania związane z zakazem uboju rytualnego, wprowadzonym, według nich, niezgodnie z prawem unijnym. Rolnicy żądają także dopłat do produkcji trzody chlewnej, gdyż niska cena żywca w skupie (3,5 zł za kg wieprzowiny) grozi hodowcom bankructwem.

Według przewodniczącego Izdebskiego w polskim rolnictwie nie ma żadnej gałęzi, która nie przynosiłaby strat.

Protesty popierają inne organizacje związkowe i zawiązały wstępne porozumienie. Na razie ustne, ale jeśli premier Kopacz nie spotka się z rolnikami - dojdzie do podpisania oficjalnego porozumienia i zostaną ustalone formy protestu.

Rolnicy nie wykluczają blokady torów i ewentualnego wjazdu do Warszawy.

Piechociński ostro o rolnikach

Wicepremier Janusz Piechociński, jednocześnie szef PSL, ostro wypowiedział się o groźbach rolników. Według nich, związki zawodowe rolników nawet nie ukrywają, że ich działania są stricte polityczne, a jeden ze scenariuszy, do realizacji którego wzywają, zakłada "wyprowadzenie Polaków na odpowiednik ukraińskiego Majdanu".

Piechociński wezwał rolniczych związkowców, by - jeśli mają ambicje polityczne - skorzystali z roku wyborczego i zweryfikowali się jako politycy podczas głosowań.