Z przedwyborczych badań Izraelskiego Instytutu Demokracji (IDI) wynika, że wśród dziewięciu problemów do rozwiązania przez przyszły rząd sprawa „możliwości negocjacji z Palestyńczykami” znajduje się na siódmym miejscu. Pierwsze dwa miejsca zajmuje oczekiwane wprowadzenie obowiązku służby wojskowej dla ortodoksyjnych Żydów, czyli haredim, oraz powołanie państwowej komisji śledczej w sprawie wydarzeń z 7 października 2023 r., czyli ataku Hamasu.

Na pierwszy rzut oka taka hierarchia priorytetów może zdumiewać. Trzeba jednak pamiętać, że państwo żydowskie prowadziło już co najmniej siedem wojen począwszy od swego powstania w 1948 r., nie licząc kilkunastu konfliktów zbrojnych, jak zwalczanie powstań palestyńskich. Ze wszystkich Izrael wyszedł zwycięsko.

Czytaj więcej

„Każde dziecko w Gazie jest wrogiem”. Skrajna prawica walczy o władzę w Izraelu

Izrael. Sprawa obowiązkowej służby wojskowej ortodoksów

Stan ciągłego zagrożenia jest więc dla Izraelczyków w pewnym sensie wpisany w samo istnienie państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie. W takiej sytuacji nie może zbytnio dziwić, że teraz na czoło oczekiwań społecznych wysuwają się żądania rozliczeń za katastrofę sprzed trzech lat. A z tym związana jest ściśle sprawa udziału wszystkich żydowskich obywateli w wysiłku zbrojnej obrony państwa, a więc także tysięcy haredim w wieku poborowym. Tym bardziej, że cała ponadmilionowa społeczność ortodoksyjnych Żydów w Izraelu korzysta w mniejszym lub większym stopniu z finansowego wsparcia państwa. Chodzi o dotowanie jesziw czy bezpośrednio studiujących w nich mężczyzn (stypendium w wysokości mniej więcej 1 tys. szekli miesięcznie, czyli ok. 1,3 tys. zł).

Studenci są przekonani, że nieustanna modlitwa i studiowanie tekstów religijnych chronią izraelskich żołnierzy i są równie ważne jak czołgi czy samoloty. Od powstania Izraela byli oni zwolnieni z wojska licznymi postanowieniami sądów i decyzjami kolejnych rządów. Jednak w ubiegłym roku izraelski Sąd Najwyższy uznał, że decyzja rządu premiera Netanjahu odraczająca po raz kolejny pobór haredim jest niezgodna z prawem. Armia rozpoczęła wysyłkę powołań do wojska, lecz na ponad 20 tys. wezwań zgłosiło się niewiele ponad tysiąc poborowych. Pozostałym groził areszt, niezmiernie rzadko stosowany. 

Zachodni Brzeg i Strefa Gazy

Zachodni Brzeg i Strefa Gazy

Foto: PAP

Bez poparcia partii ortodoksyjnych Beniamin Netanjahu nie utrzyma się przy władzy w Izraelu

Koalicja rządowa Beniamina Netanjahu przeforsowała w tym roku ustawę unieważniającą sankcje za odmowę służby. Co więcej, Kneset przegłosował także ustawę rangi konstytucyjnej uznającą studiowanie Tory za „fundamentalną wartość” narodu żydowskiego i państwa Izrael. Miało to utrudnić SN wydanie orzeczenia delegalizującego uchylanie się od służby w armii. Wzmacnia to status religii w państwie świeckim, jakim jest Izrael. Ale działa także na korzyść obecnej koalicji z udziałem partii ortodoksyjnych: Zjednoczonej Listy Tory (UTJ) i Sefardyjskiej Partii Strażników Tory (Szas). Mają 18 deputowanych w 120-osobowym Knesecie i bez ich poparcia Netanjahu nie może marzyć o pozostaniu na stanowisku po wyborach. 

Haredim odgrywają coraz większą rolę wraz z rosnącą liczebnością społeczności ultrareligijnych Żydów, co jest wynikiem dzietności w tej grupie obywateli. W 1948 r. haredim stanowili 5 proc. izraelskiego społeczeństwa. Obecnie jest to już 13 proc. W pierwszym roku istnienia państwa żydowskiego w jesziwach studiowało zaledwie 400 osób. Dziś jest to już ponad 170 tys., w tym 63 tys. w wieku poborowym.

Budynek mieszkalny w mieście Gaza, zbombardowany w ostatnich dniach przez Izrael. Fot. z 16 paździer

Budynek mieszkalny w mieście Gaza, zbombardowany w ostatnich dniach przez Izrael. Fot. z 16 października 2026

Foto: REUTERS/Dawoud Abu Alkas

– Najwyższy czas z tym skończyć – mówi jeden z moich żydowskich znajomych. Opowiada, że jego dwaj synowie zostali ranni w czasie walk w Gazie i Libanie. Jeden poważnie. Z kolei jego dwaj zięciowie spędzili w armii od ponad 300 do 500 dni, co skomplikowało niezmiernie życie rodzinne. – Wszyscy członkowie mojej rodziny głosowali do tej pory zawsze na Likud i Netanjahu, lecz tym razem nie oddamy głosu na człowieka, który nie chce włączenia haredim do armii, podczas gdy inni zmuszeni są do ponoszenia kosztów jego polityki – mówi rozgoryczony. 

Wybory w Izraelu. Partie arabskie języczkiem u wagi?

Polityczne manewry wokół haredim nie czynią z Izraela państwa teokratycznego. Na razie jest tak, jak mówi „Rzeczpospolitej” Awi Scharf z liberalnego dziennika „Haarec”, że jedynym motywem działań Netanjahu jest nadzieja, że dzięki głosom haredim zdoła utrzymać władzę. – Obawia się, że obecna opozycja, w razie wyborczej wygranej, przeforsuje ustawę zakazującą pełnienie obowiązków szefa rządu przez polityka będącego w konflikcie z prawem – tłumaczy Scharf. Byłby to polityczny koniec Netanjahu. Oskarżenia o korupcję wobec niego są dobrze udokumentowane, a za jego rządów batalia sądowa się wciąż przedłużała. 

Czytaj więcej

Żydowscy osadnicy zaatakowali dyplomatów. W delegacji byli Polacy

W wypadku porażki wyborczej premiera czeka jeszcze komisja badająca odpowiedzialność za wydarzenia z 7 października. Opozycja zaklina się, że ją powoła, żąda tego większość obywateli. Z wielu źródeł napływają informacje, że przed 7 października na biurko Netanjahu docierały opinie, iż Hamas przygotowuje coś wielkiego. Netanjahu zaprzecza. Zapewnia, że został za późno obudzony pamiętnego poranka i gdyby wywiad uczynił to nieco wcześniej, natychmiast wydałby „rozkaz postawienia całej armii w stan gotowości”. Sugeruje, że mogłoby to zmienić bieg wydarzeń. 

– Netanjahu nie ma nic sensownego do powiedzenia z wyjątkiem straszenia, że opozycja utworzy koalicję rządową z partiami arabskimi, co miałoby jej zapewnić większość w Knesecie, a czemu przeciwna jest większość społeczeństwa – mówi Scharf. Według ostatnich sondaży dwa ugrupowania arabskie – Raam i koalicja trzech partii o nazwie Wspólna Lista – mogą zdobyć 16 mandatów. Mogłyby więc odegrać rolę języczka u wagi w formowaniu przyszłego rządu, nawet bez formalnego w nim udziału. Partiom arabskim jest zdecydowanie bliżej do opozycji niż ekstremalnie prawicowej koalicji Netanjahu. Jak na razie ani obóz Netanjahu, ani ugrupowania opozycji pod wodzą największej w nim partii Jaszar z Gadim Eisenkotem na czele nie ma w sondażach przewagi gwarantującej zwycięstwo.