Sejm Dzieci i Młodzieży się zbuntował, bo „czuje się ignorowany”

Część posłów młodzieżowego parlamentu, który co roku w Dzień Dziecka zbiera się przy Wiejskiej, walczy o więcej kompetencji. Wspomagają ich w tym politycy opozycji.

Aktualizacja: 27.07.2023 08:52 Publikacja: 27.07.2023 03:00

Uczestnicy XXIX sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży w sali posiedzeń Sejmu w Warszawie

Uczestnicy XXIX sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży w sali posiedzeń Sejmu w Warszawie

Foto: PAP/Tomasz Gzell

– Czujemy się ignorowani i lekceważeni przez Kancelarię Sejmu i ministra edukacji Przemysława Czarnka. Jest nam przykro, że nie możemy rozmawiać o ważnych dla nas tematach, a w dodatku rządzący twierdzą, że nie ma na nas pieniędzy – mówi Paweł Mrozek. Jest jednym z posłów na Sejm Dzieci i Młodzieży, którzy postanowili wziąć w swoje ręce przyszłość tej inicjatywy o historii sięgającej 1994 roku.

To wtedy po raz pierwszy zwołano Sejm Dzieci i Młodzieży. Odbyło się to z inicjatywy szefowej Polskiej Akcji Humanitarnej Janiny Ochojskiej, która chciała, by dzieci wyraziły sprzeciw wobec wojny w Bośni i Hercegowinie. Posłanek i posłów wybrano 460, tylu, ilu jest prawdziwych parlamentarzystów, a od tej pory dziecięcy parlament spotyka się, poza kilkoma wyjątkami, co roku. Posłów wybiera się w konkursach, a przy Wiejskiej przyjmują uchwały, które w praktyce mają zerowe znaczenie.

Czytaj więcej

Wpłaty na partie polityczne. Bałagan w polskim systemie

Sejm Dzieci i Młodzieży - od dzieci do licealistów

Na przestrzeni lat zmieniło się jedno: o ile na zdjęciach z pierwszych obrad w 1994 roku dominują dzieci z początku podstawówki, dziś w SDiM zasiadają dużo bardziej świadomi licealiści, z czego niektórzy są członkami młodzieżówek partyjnych. Od lat mówią, że chcieliby, aby ich przyjazd do Warszawy miał większe znaczenie. W tym roku uznali, że nie ma co dłużej czekać.

Zaczęło się podczas posiedzenia, które tradycyjnie odbyło się w Dzień Dziecka. Celem prac było podjęcie uchwały w sprawie popularyzacji bohaterstwa obywateli polskich pochodzenia żydowskiego w walce z okupantami w czasie II wojny światowej. Młodzi posłowie ją przyjęli. W treści zapisali jednak też, że „Kancelaria Sejmu RP jest zobowiązana do organizacji kolejnego w tej kadencji posiedzenia Sejmu Dzieci i Młodzieży w celu umożliwienia kontynuacji prac legislacyjnych”.

Szybko okazało się, że Kancelaria Sejmu nie jest skłonna do realizacji tego zapisu. Napisała w piśmie dla młodych posłów, że Sejm Dzieci i Młodzieży jest projektem edukacyjnym, a nie organem przedstawicielskim młodych ludzi z całej Polski, jego uchwały nie powodują skutków prawnych, a w dodatku sesje sporo kosztują z uwagi na konieczność opłacenia noclegów, więc zwołanie kolejnego posiedzenia jest niemożliwe.

Czytaj więcej

Marian Banaś za krytykę doniósł do prokuratury na wiceprezesa NIK

Paweł Mrozek mówi nam, że brak zgody na dodatkowe posiedzenie to tylko jeden z problemów. – Na posiedzeniu nie pojawił się minister edukacji Przemysław Czarnek, a nieliczne osoby chcące spytać o coś jego przedstawiciela, dostawały pytania napisane na kartce. W dodatku Kancelaria Sejmu nie dopuściła do głosowania poprawki, że minister ma być obecny na każdym kolejnym posiedzeniu – wylicza. Dodaje, że młodzi posłowie chcieliby debatować o sprawach, które ich dotyczą, jak zdrowie psychiczne dzieci albo system edukacji, a nie tylko na tematy historyczne.

Jego zdaniem grupa młodych posłanek i posłów, niezadowolonych z kształtu SDiM, liczy około 150 osób. Po odmowie ze strony Kancelarii Sejmu nawiązała kontakt z politykami opozycji. Część z nich interweniowała już w Kancelarii Sejmu i resorcie edukacji. Zaś w poniedziałek w ich sprawie zebrał się Parlamentarny Zespół Praw Dziecka, którego szefową jest posłanka KO Monika Rosa. W posiedzeniu wzięła udział wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, która zapowiedziała, że po wygranych przez opozycję wyborach zmieni się charakter Sejmu Dzieci i Młodzieży.

– To, co dzieje się z SDiM, to próba nadania tej inicjatywie jak najbardziej fasadowego charakteru. Tymczasem młodzi ludzie chcieliby mieć na coś wpływ. Opozycja jest otwarta na zwiększenie autentyczności Sejmu Dzieci i Młodzieży – mówi Wanda Nowicka z Lewicy.

Paweł Mrozek bierze te zapowiedzi za dobrą monetę. – Miejmy nadzieję, że kolejne sesje SDiM rzeczywiście będą mogły zająć się tematami ważnymi dla młodych ludzi – mówi.

– Czujemy się ignorowani i lekceważeni przez Kancelarię Sejmu i ministra edukacji Przemysława Czarnka. Jest nam przykro, że nie możemy rozmawiać o ważnych dla nas tematach, a w dodatku rządzący twierdzą, że nie ma na nas pieniędzy – mówi Paweł Mrozek. Jest jednym z posłów na Sejm Dzieci i Młodzieży, którzy postanowili wziąć w swoje ręce przyszłość tej inicjatywy o historii sięgającej 1994 roku.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Donald Tusk o Ursuli von der Leyen: Jesteśmy zaprzyjaźnieni
Polityka
Polsat wydał oświadczenie ws. startu Doroty Gawryluk w wyborach prezydenckich
Polityka
Marcin Mastalerek ma radę dla Trzeciej Drogi. "Muszą to zrobić, by zostali przy nich wyborcy"
Polityka
Polityk PiS: Wynik Kurskiego w wyborach do PE? Recenzja jego telewizji
Materiał Promocyjny
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Polityka
Ilu nielegalnych migrantów odesłano z Niemiec do Polski? PiS pyta SG
Polityka
Marek Jakubiak: Dlaczego niemieckie radiowozy wjeżdżają do Polski?