Filmik zamieścił w mediach aktywista LGBT Bart Staszewski.
Kaczyński, zwracając się do niewidocznej na nagraniu osoby, mówi: - Nic nie powiedział.
Osobą tą okazał się były premier Jan Krzysztof Bielecki, który potwierdził, że przechodzący Kaczyński przywitał się i rzucił "'mało powiedziane', czy coś w tym stylu" - mówił w rozmowie z Onetem Bielecki.
Na zamieszczony w sieci materiał natychmiast zareagowali politycy opozycji.
"Prezes Kaczyński ciągle nie może przeżyć, że to Joe Biden wygrał wybory" - napisał Jan Grabiec, rzecznik PO.
"Komunikat dla Jarosława Kaczyńskiego: dziś Trump w Warszawie oznaczałby Putina w Kijowie. I lepiej żeby to Prezes czasem „nic nie powiedział" - dodaje europoseł KO Marek Belka.
Marcin Kierwiński z PO posumował: "Kaczyński wychodząc z przemówienia J. Bidena bezczelnie je podsumował. Co nagrali inni widzowie. Pewnie wciąż marzy o Trumpie w Białym Domu. Ten człowiek to jest po prostu porażka. Na każdym polu. Dosłownie na każdym..."
Oburzonym politykom opozycji odpowiedział Radosław Fogiel, poseł PiS, były rzecznik partii.
"Oho, widzę desperackie poszukiwanie czegoś, co przysłoni blamaż "spotkań" opozycji. I który to już raz wg tego samego schematu - pompowanie pseudoaferki w sytuacji, gdy na nagraniu doskonale widać, że PJK mówi coś żartem..." - napisał poseł.
Ten wpis nie zakończył wymiany zdań, bo "wyjaśnienia" Fogla sprowokowały kolejne reakcje.
"Biorąc pod uwagę - tak namiętnie komentowane - tempo spotkań z Prezydentem Bidenem, brak Jarosława Kaczyńskiego wśród gości można tłumaczyć tylko zaciętą windą w Marriocie" - zabrał ponownie głos Marek Belka.