Koalicję chcą utworzyć nieoczekiwany zwycięzca wyborów, Związek Chłopów i Zielonych, z Partią Socjaldemokratyczną, która była największym ugrupowaniem dotychczasowego rządu.

Na jej czele zapewne stanie Saulius Skvernelis, który wystartował z listy chłopskiej, ale związał się z nią kilka miesięcy temu (do kwietnia był szefem MSW, trafił na to stanowisko z nominacji zupełnie innej partii - ale również jak chłopska populistycznej - Porządek i Sprawiedliwość).

- Socjaldemokraci robią wszystko, by jeszcze cztery lata być u władzy - mówi "Rzeczpospolitej" Audrius Bačiulis, konserwatywny komentator tygodnika "Veidas".

Dlatego godzą się na to, by mieć w rządzie ledwie trzech ministrów, podczas gdy Związek Chłopów i Zielonych kontrolowałby aż 11 resortów. Dotychczasowy premier i lider socjaldemokratów Algirdas Butkevičius zadowoli się stanowiskiem wiceprzewodniczącego Sejmu (przewodniczącym ma być przedstawiciel partii chłopskiej).

Obie partie mają w nowym Sejmie 71 mandatów, czyli najmniejszą z możliwych większość (posłów jest 141). - Ale taka koalicja może jeszcze liczyć na kilku posłów z małych partii. Tak czy owak będzie krucha i słaba. Jej wielu posłów jest po raz pierwszy w parlamencie. Naprzeciw stanie twarda doświadczona opozycja konserwatystów i liberałów - podkreśla Audrius Bačiulis.

W konkretnych głosowaniach, np. dotyczących spraw społecznych czy rodzinnych, nowy rząd może też uzyskać w Sejmie poparcie Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, która ma ośmiu posłów.

Związek Chłopów i Zielonych to partia populistyczna, o niesprecyzowanym programie i wywodzącym się z różnych środowisk posłach. Na jej czele stoi jeden z najbogatszych ludzi na Litwie Ramunas Karbauskis, który jednak nie zamierza wchodzić do rządu. Raczej szykuje się do walki o urząd prezydencki, gdy po dwóch kadencjach pożegna się z nim w 2019 roku Dalia Grybauskaite.

Karbauskis robi interesy z Rosją, jego brat pracuje w Moskwie. Kilka lat temu był politykiem prorosyjskim, a nawet antynatowskim i antyunijnym. Potem jego poglądy ewoluowały. W tegorocznej kampanii wyborczej żadne prorosyjskie hasła się nie pojawiły.

Jednym z trzech ministerstw, które ma objąć Partia Socjaldemokratyczna, jest resort dyplomacji. Prawdopodobnie będzie mu szefował dotychczasowy minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius.

Zaraz po drugiej turze wyborów "Rzeczpospolita" spytała Linkevičiusa, czy byłby gotowy przyjąć stanowisko szefa MSZ w nowym rządzie? - To zależy od sytuacji. Ale dlaczego nie? - odpowiedział.