„Znalazłem w Rosji szczęście i przyszłość, w której nie ma miejsca na partyjne spory i kłótnie" – Louis Marinelli napisał na internetowej stronie separatystów.

„Chcę by Rosja stała się moim domem, jeśli Rosjanie okażą się wielkoduszni i przyjmą mnie" – dodał.

Marinelli był przywódcą koalicji niewielkich organizacji „Yes California" domagających się oderwania od USA i ogłoszenia niepodległości stanu. W ostatnim czasie separatyści mieli nadzieję, że zjednoczą wszystkich niezadowolonych z prezydentury Donalda Trumpa, których w Kalifornii statystycznie jest więcej niż w innych stanach.

Pod koniec ubiegłego roku właśnie Marinelli był autorem petycji o niepodległości stanu, pod którą cały czas zbierane są podpisy. Być może organizatorzy jeszcze się nie zorientowali, że ich szef „wybrał wolność".

By doprowadzić do ewentualnego referendum na temat niepodległości w listopadzie 2018 roku do 25 lipca petycję powinno było podpisać 600 tysięcy mieszkańców stanu.

Kampania niepodległościowa była jednak od początku podminowana niewyjaśnionymi związkami Marinellego z Rosją. Mieszkał tam od 2007 roku, będąc nauczycielem języka angielskiego w Samarze, Kazaniu a w końcu w Petersburgu. Podobno tak bardzo mu się tam podobało, że już wtedy chciał zostać w Rosji na stałe. Jednak latem 2011 roku wrócił do rodzinnej Kalifornii i zajął się działalnością niepodległościową. Teraz okazało się, że w Rosji zostawił żonę-Rosjankę.

Według najnowszych badań socjologicznych ponad 70 proc. Kalifornijczyków jest zdecydowanie przeciwnych jakimkolwiek secesjom.