Pod koniec października do Sejmu ma trafić projekt ustawy liberalizującej prawo aborcyjne, pod którym podpisy obecnie zbiera komitet Ratujmy Kobiety. - Projekt jest bardzo zbliżony do tego, który składaliśmy w zeszłym roku - mówiła Nowacka. - Znowu politycy prawicy te prawa kobiet do przerywania ciąży i tak już bardzo ograniczone, chcą jeszcze bardziej ograniczyć - dodała.
Nowacka odpierała stwierdzenie, że ustawa nie ma szans na wejście w życie i są obawy, że może nawet nie trafić do komisji. -
Zbierając podpisy pokazujemy jak wygląda życie w Polsce. Jak wygląda użycie klauzuli sumienia, dostępność środków antykoncepcyjnych - powiedziała lewicowa działaczka. Dodała, że społeczeństwo jest uświadamiane dzięki temu, więc inicjatywa ma sens.
Gość programu powiedziała, że obecna zbiórka podpisów idzie zdecydowanie szybciej, niż ta przed rokiem. - Zbieramy podpisy od miesiąca i mamy ich ponad połowę, 55 tys. podpisów. Musimy zebrać je do 24 października. Przed rokiem, gdy zbieraliśmy, to na tym etapie mieliśmy około 30 tys. podpisów - mówiła Nowacka.
Co jest w projekcie? - Europejskie standardy: Przerywanie ciąży do 12 tygodnia istnienia płodu. Po drugie wychowanie seksualne w szkołach - mówiła Nowacka. Dodała, że już na bardzo wczesnym etapie rozwoju dziecka powinno być ono uświadamiane o seksualności, choćby przez pryzmat tego, jak dzieci powinny uważać na pedofilów.
- Już w przedszkolach są prowadzone zajęcia z policjantami, którzy mówią o panach, którzy zachęcają dzieci do pójścia z nim oferując lizaki - powiedziała Nowacka.
- Co jeszcze jest ważne? Klauzula sumienia. Pacjentki powinny wiedzieć do kogo idą. Powinny być listy lekarzy, którzy używają klauzuli sumienia - stwierdziła działaczka. - A także pigułka awaryjna, tzw. "dzień po", powinna być dostępna.