W tym tygodniu media ujawniły, że sejmowy bar sprzedawał alkohol mimo braku posiadania koncesji.
Po publikacji nagrania, na którym widać, jak w sejmowym barze dochodzi do sprzedaży dwóch szklanek whisky, wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka stwierdził, że na terenie Sejmu powinien zostać wprowadzony całkowity zakaz wyszynku i spożywania alkoholu. A Paweł Kukiz zapowiedział wręcz, że będzie postulował wprowadzenie alkomatu przy mównicy, by w każdej chwili marszałek Sejmu „mógł sprawdzić trzeźwość delikwenta”.
Zdecydowana większość respondentów uważa, że w sejmowym barze nie powinien być sprzedawany alkohol. Za tym pomysłem jest jedynie 9 proc. ankietowanych, a podobny odsetek nie ma zdania w tej sprawie.
- Wśród przeciwników tego pomysłu częściej występują kobiety (87 proc.), osoby do 24. roku życia (83 proc.) oraz badani o wykształceniu podstawowym/gimnazjalnym (84 proc.). Przeciwnikami sprzedaży alkoholu w barze sejmowym są też osoby o dochodzie poniżej 1000 zł (86 proc.) oraz badani z najmniejszych miast (86 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.
Barbara Godlewska-Bujok, doktor prawa pracy z Uniwersytetu Warszawskiego, podkreśla, że wynik sondażu pokazuje brak akceptacji dla sprzedaży alkoholu w barku sejmowym.
- Może to wynikać z przekonania respondentów, że posłowie są pracownikami, a Sejm to ich miejsce pracy. W kategoriach prawa pracy posłowie nie są pracownikami, choć wiele cech mogłoby o tym świadczyć. Może to również wynikać z przekonania o odpowiedzialności za wykonywanie zadań przez parlamentarzystów. I choć brak przesłanek formalnych zakazu wynikających z prawa pracy, należy pamiętać, że polskie ustawodawstwo zna takie zakazy, choćby dotyczące zakazu sprzedaży alkoholu w pobliżu np. szkół, przedszkoli, szpitali i miejsc kultu religijnego – kwituje dr Godlewska-Bujok.