Co zmieni ustawa o jawności życia publicznego? - Jest bardzo duże ryzyko, że będzie wprost przeciwnie, bo tam jest zawartych kilka takich postulatów, może zacznę od pozytywnych najpierw, jak rejestr umów. Będzie obowiązek tworzenia takich rejestrów, czyli z kim, na co i za ile, zostały zawarte umowy - mówił Izdebski. - Ale z drugiej strony pojawia się kilka takich wytrychów, które przeszkodzą w działalności, szczególnie lokalnym dziennikarzom, bo pojawia się takie sformułowanie: uporczywego składania wniosków. Organ może wydać decyzję odmowną podania takiego rejestru.
Izdebski mówił, że wtedy można iść do sądu, ale nie ma żadnej możliwości zweryfikowania sprawy. - Rozmawialiście w programie o aferze reprywatyzacyjnej i w niej jest bardzo dużo dokumentów, i gdyby nie organy i instytucje, które uporczywie się domagały wydania dokumentów, to byśmy o aferze nigdy nie usłyszeli - powiedział gość.
- Zapowiadano, że ta ustawa jest rewolucyjna, ale po ujawnieniu projektu już wiemy, że taka nie jest - mówił Izdebski. Dodał, że ma być tylko jedno spotkanie konsultacyjne dotyczące projektu, które odbędzie się w Warszawie, co oznacza, że wielu zainteresowanych zostanie z tych konsultacji wykluczonych.
- Jawność rejestrów umów to jest plus, ale trudności pojawią się, gdy będziemy chcieli dopytać o szczegóły tych umów - mówił Izdebski.
Gość programu mówił, że jest problem z procesem stanowienia prawa w Polsce, gdyż - na przykładzie ustaw o KRS i SN - nie wiadomo czy te ustawy są przygotowywane przez prezydenta czy resort sprawiedliwości. A gdy będzie ktoś chciał zapytać o poprawki, o których ostatnio się mówi, to zarówno jedna, jak i druga strona mogą odpowiedzieć, że to są wewnętrzne sprawy, które nie podlegają dostępowi do informacji publicznej.