Reklama

Sondaż: PiS traci na premiach

Opozycja zyskuje na kłopotach koalicji rządzącej. SLD byłoby trzecią siłą w Sejmie – wynika z sondażu dla „Rzeczpospolitej".

Aktualizacja: 06.03.2018 14:07 Publikacja: 05.03.2018 18:09

Sondaż: PiS traci na premiach

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Badanie IBRiS przeprowadzone 1–2 marca, czyli po tygodniu, w którym dominował temat rozdętych wydatków rządowych, pokazuje spadek poparcia dla Zjednoczonej Prawicy, która uzyskuje 39,4 proc. W porównaniu z analogicznym sondażu z początku lutego tego roku, to spadek o 3,3 pkt proc.

Na kryzysie zyskuje za to opozycja. Platforma ma 22,5 proc. (wzrost o 2,5 pkt proc.). O tyle samo wzmacnia się pozycja SLD, które wyrasta po serii podobnych sondaży na trzecią siłę opozycyjną. Sojusz, mimo nieobecności w parlamencie, zbliża się do 10 proc. i ma teraz 9,7 proc. Niewielki wzrost (o 1,1 pkt proc.) notuje też Kukiz'15, który w ostatnich dwóch latach bardzo mocno akcentuje takie kwestie, jak np. likwidacja gabinetów politycznych. Ruch Pawła Kukiza ma 6,8 proc.

Do Sejmu trafiliby też ludowcy i Nowoczesna, z wynikami odpowiednio 5,2 proc. i 5 proc. Poparcie dla tych partii nieznacznie spadło w porównaniu z lutym. – Sytuacja jest praktycznie taka, jak w wyborach w 2105 roku. Bardzo wiele musiało się stać, by nic się nie zmieniło. Ale od miesiąca PiS jest w stałej defensywie, gasi pożary, które samo wywołuje. Straciło to, co miało przez dwa lata, czyli narzucanie agendy – komentuje wyniki sondażu dr Marek Migalski z Uniwersytetu Śląskiego.

Próbą przejęcia inicjatywy jest niewątpliwie poniedziałkowa konferencja prasowa premiera Mateusza Morawieckiego i deklaracje dotyczące redukcji liczby wiceministrów, cięć w gabinetach politycznych, likwidacji nagród i premii. Szef rządu zapowiedział też zmniejszenie lub likwidację kart kredytowych oraz ogólne „odchudzenia administracji", w tym gabinetów politycznych. W ciągu dwóch, trzech miesięcy liczba wiceministrów ma spaść o 20–25 proc. Jak podkreślał premier, całość zmian ma przynieść ok. 20 mln złotych oszczędności.

Reklama
Reklama

Morawiecki zapowiedział też, że podsekretarze stanu – po odpowiednich zmianach ustawowych – przejdą do służby cywilnej. Premier mówił, że sekretarze stanu będący jednocześnie parlamentarzystami będę mogli pobierać część ich poselskiego uposażenia. To nie koniec zapowiedzianych zmian. W pakiecie jest też integracja i połączenie niektórych agend i instytucji rządowych oraz audyt wewnątrz ministerstw. – Środki, które zostały mi przyznane w ramach premii, przeznaczyłem na cele charytatywne. Za inne osoby nie będę się wypowiadał – dodał premier.

Szef rządu nie przekonał opozycji. – To kompletnie niewiarygodne, obłudne – argumentował lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Sławomir Neumann, szef Klubu PO nazwał nawet propozycje Morawieckiego „podwyżkami pod stołem". – Prawie 20 proc. Klubu PiS, które jest w rządzie będzie dostawać podwójne pensje – podkreślił Neumann.

Inne pomysły też nie spodobały się konkurentom PiS. „Podsekretarzy stanu premier przeniesie do służby cywilnej, dostaną podwyżki, a ministrów będzie teoretycznie mniej" – komentował na Twitterze Jan Grabiec, rzecznik Platformy. Obecnie dyrektor generalny w ministerstwie zarabia od 9744 zł do 14 991 zł (plus dodatki), a dyrektor departamentu – od 7094 zł do 11 993 zł. Łączne wynagrodzenie podsekretarza stanu to teraz 9781 zł brutto – informuje nas Kancelaria Premiera.

Przedstawiciele Kukiz'15 ogłosili w poniedziałek złożenie projektu ustawy całkowicie likwidującego gabinety polityczne. – Chcemy wyjść naprzeciw zapowiedziom premiera Morawieckiego i pomóc rządowi w likwidacji zbędnych stanowisk w administracji – zapowiedział Stanisław Tyszka.

W sondażu IBRiS zapytaliśmy też, ile wynosi odrębne poparcie dla partii wchodzących obecnie w skład Zjednoczonej Prawicy. W tym wariancie PiS ma 38,2 proc., Porozumienie Jarosława Gowina – 0,8 proc., a Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry – 0,4 proc. Jak widać, PiS niewiele traci na hipotetycznej utracie swoich koalicjantów. Poparcie dla partii opozycyjnych nie ulega większym zmianom. – Gowin i Ziobro zostali tak pożarci przez PiS, jak dziesięć lat wcześniej Andrzej Lepper i Roman Giertych – komentuje wyniki dr Marek Migalski. – Taka jest w ogóle rola małych partii przy dużych, ale przy PiS jest to szczególnie widoczne. O tym musi wiedzieć zarówno Kaczyński, jak i jego koalicjanci. Dziś oni wiedzą, że są skazani na Kaczyńskiego, który bez jednego z nich bez trudu utrzyma większość parlamentarną – twierdzi politolog w rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama