Anna Maria Anders zareagowała na krytykę opozycji dotyczącą kosztów jej zagranicznych podróży.
Koszty oficjalnych delegacji Anders, która pełni funkcję pełnomocnika premiera ds. dialogu międzynarodowego wyniosły ponad 600 tys. złotych.
Senator tłumaczy, że nie da się budować międzynarodowego dialogu nie wychodząc z biura, a najwięcej pieniędzy pochłaniają bilety lotnicze, których cen, jak dodała Anders, "nie ustala".
Gros z pracy senator mają być spotkania z politykami na całym świecie, bo na tej podstawie buduje się relacje, z których potem "płyną określone korzyści dla naszego kraju" - mówiła Anders w rozmowie z Wirtualną Polską.
- Jeśli otrzymuję zaproszenie na uroczystość powołania nowego szefa sztabu US Army na Kapitolu to mam odmówić wskazując, że Polska, ze względu na koszty nie będzie uczestniczyła w tym wydarzeniu? - pytała.
Anna Maria Anders za szczególnie ważne w swojej pracy uznała dwa sektory. Pierwszy to sprawy gospodarcze - podkreśliła, że to dzięki jej staraniom Polska podpisała "proklamację o współpracy ze stanem Nevada".
- Dziś każdy przedsiębiorca, czy startupowiec chcący prowadzić działania w Stanach Zjednoczonych ma ułatwione zadanie - mówiła Anders.
Druga istotna kwestia to wizerunek Polski, która, "jeśli chcemy, by była uważana za ważny kraj w Europie", to jej przedstawiciele powinni zabierać głos na ważnych konferencjach z udziałem polityków i biznesmenów.
- To jest Polska racja stanu i kwestia naszego bezpieczeństwa, która ceny nie ma - mówiła senator.
Podkreślała też równie istotną kwestię, jaką ma być według niej łamanie stereotypów o Polsce. Tu przypomniała list amerykańskich senatorów "o stanie demokracji w Polsce", po którym spotkała się z senatorem McCainem.
- Długo rozmawialiśmy, a kolejne spotkanie było już zupełnie inne, bardzo pozytywne i w przyjacielskiej atmosferze. To są rzeczy, których nie da się wyrazić w pieniądzach - podkreśliła.
Senator zauważyła, komentując kwestię wysokich wydatków na swoje podróże, że mimo iż zwykle w delegacjach uczestniczy większa liczba osób, jej "udało się wypracować inną formułę"
- W zasadzie ograniczam się do współpracy z naszymi placówkami dyplomatycznymi na miejscu, bez konieczności zabierania ze sobą dodatkowych osób z Polski - mówiła Anna Maria Anders.