- Problem polega na tym, że od trzech lat, jeśli chodzi o poparcie liczone w milionach, dla demokratycznych partii demokratycznych poparcie jest większe niż dla PiS. A to PiS rządzi – zauważył Borowski.
Senator przedstawił w telewizji Onetu swój pomysł na wygraną opozycji z PiS w wyborach. - Około 35 proc. wyborców nie zna w ogóle kandydatów, głosuje na partie, czyli na pierwszą osobę na liście. (...) Lista Zjednoczonej Opozycji musi być w odpowiedni sposób konstruowana. Na pierwszym miejscu powinien zawsze być kandydat PO. Na kolejnych miejscach kandydaci Nowoczesnej, PSL, SLD, Razem itd. (...) W kampanii wyborczej wszystkie te partie wzywałyby swoich zwolenników do głosowania na swój numer na jednej liście – wyjaśniał Borowski.
Polityk dodał, że koalicjanci z listy anty-PiS mogą się różnić, a w Sejmie mogą powstać nawet oddzielne kluby poselskie. - Myślę, że nie da się uniknąć tego, że powstaną kluby. Poza sprawami ustrojowymi jest cała masa innych spraw, a te kluby będą się w tych kwestiach różnić. Powinno być coś takiego, jak komitet porozumiewawczy, który zbierałby się przed każdym posiedzeniem i rozpatrywał sprawy. Być może dogadywałby się także w trudniejszych sprawach - mówił. Wspólnymi filarami koalicji miałyby być sprawy ustrojowe, m.in. sądy, Unia Europejska, kultura i organizacje pozarządowe.
- Wszystkie te sprawy muszą zostać postawione z głowy na nogi. I widzę po dotychczasowych działaniach, że można się w tych sprawach porozumieć - ocenił Marek Borowski.