W wielu budynkach na terenie Paryża pojawiły się napis krytykujące francuskiego prezydenta. Emmanuel Macron wygrał wybory w maju 2017 roku i staje w obliczu narastającej krytyki za to, że w ostatnim czasie nie przemawiał publicznie, mimo narastającej na ulicach przemocy.
Zablokowane przez "żółte kamizelki" drogi to przedświąteczny problem dla francuskiej gospodarki. Przerwane dostawy wpłynęły na sytuację producentów, przemysł turystyczny i handel detaliczny.
Wczoraj Wieża Eiffla i kilka muzeów zamknęło swoje drzwi dla zwiedzających ze względów bezpieczeństwa, podobnie jak znane paryskie domy towarowe.
Czytaj także:
Protesty we Francji: aresztowania, zniszczenia, paraliż
Szef MSZ Francji do Donalda Trumpa: Zostaw nasz naród
Protesty będą miały "poważny wpływ" na francuską gospodarkę - powiedział minister finansów Bruno Le Maire, gdy odwiedził ekskluzywną, centralnie położoną dzielnicę Paryża, gdzie wczoraj w nocy doszło do wielu kradzieży.
- Musimy spodziewać się spowolnienia wzrostu gospodarczego na koniec roku z powodu protestów "żółtych kamizelek" - powiedział Le Maire.
Gregory Caray, właściciel dwóch sklepów meblowych w centrum Paryża, powiedział, że z ulgą zauważył, że jego sklepy nie zostały zniszczone, ale drewniane płyty ochronne nad oknami pojawiły się graffiti.
- Można zrozumieć ruch "żółtych kamizelek", ale to jest całkowicie nie do przyjęcia. To trzeci weekend z rzędu. Wszystko dookoła jest zniszczone - powiedział.
Rzecznik rządu Benjamin Griveaux powiedział, że na początku przyszłego tygodnia prezydent Macron wyda ważne oświadczenie.
- Nie wszystkie problemy protestujących zostaną rozwiązane poprzez machnięcie magiczną różdżką - zapowiedział.