W wyborach z 17 września Likud zdobył 31 mandatów, a Niebiesko-Biali - 33 mandaty. Ani Netanjahu, ani Gancowi nie udało się zbudować w 120-osobowym Knesecie większości.
W związku z tym prezydent Izraela, Reuven Rivlin, opowiedział się za rządem jedności tworzonym przez dwie największe partie i zaprosił w poniedziałek Netanjahu i Ganca na negocjacje ws. utworzenia takiego gabinetu.
Netanjahu, który w drugich przedterminowych wyborach przeprowadzonych w 2019 roku nie zdołał zdobyć większości, już wcześniej oferował Gancowi stworzenie wspólnego rządu.
Ganc dotychczas publicznie wypowiadał się sceptycznie o możliwości utworzenia rządu z Netanjahu, wskazując na zarzuty korupcyjne, które wkrótce może usłyszeć obecny premier Izraela.
Przed spotkaniem z Netanjahu u prezydenta Ganc spotkał się z byłym sojusznikiem izraelskiego premiera, Awigdorem Liebermanem, którego ugrupowanie Nasz Dom Izrael dysponuje ośmioma mandatami w Knesecie. "Na szczęście obie duże partie przyjęły naglącą konieczność utworzenia rządu jedności z rotacyjnym premierem" - napisał Lieberman na Facebooku po spotkaniu z liderem Niebiesko-Białych.
Po spotkaniu u prezydenta Ganc i Netanjahu wydali wspólne oświadczenie, w którym stwierdzili, że "rozmawiali o kroku w kierunku jedności".
Według Liebermana obecnie przedmiotem negocjacji jest głównie to, kto obejmie urząd premiera jako pierwszy.
Izrael miał już rotacyjnego premiera w latach 1984-1988, kiedy na czele rządu zmieniali się Szimon Peres i Icchak Szamir.
Jak zauważa Reuters gdyby Likud i Niebiesko-Biali zawarli koalicję, dla Netanjahu kluczowe byłoby to, aby objął fotel premiera jako pierwszy - aby uniknąć postawienia mu zarzutów w trzech sprawach korupcyjnych.
W środę ma dojść do kolejnego spotkania Netanjahu z Gancem u prezydenta.