Lekarze-rezydenci od 14 dni protestują domagając się podwyżek płac i wzrostu wydatków na służbę zdrowia do 6 proc. PKB. Rząd zapowiada dojście do takiego poziomu do 2025 roku, co nie satysfakcjonuje jednak protestujących. Spotkania protestujących z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem i premier Beatą Szydło nie doprowadziły do żadnego porozumienia.
Zdaniem wiceszefa MON Michała Dworczyka lekarze "mają prawo protestować tak jak każda niezadowolona grupa społeczna".
Jednocześnie Dworczyk stwierdził, że znajdują się po stronie opozycji osoby, które "chcą wykorzystać ten protest do celów politycznych". - Pojawiają się tam osoby, które cynicznie próbują wykorzystać sytuację - dodał.
Dworczyk podkreślił, że popierająca dziś protestujący lekarzy-rezydentów Platforma Obywatelska "miała kilka lat, aby poprawić sytuację w służbie zdrowia", ale "nie wykazała się w tej materii".
- Dziś zachowują się cynicznie, jest w tym dużo hipokryzji. Zachęcamy, by nie podkręcać emocji - mówił Dworczyk.
Członek rządu podkreślił też, że tylko w 2017 r. wydatki na służbę zdrowia zwiększyły się o 10 proc., a wynagrodzenia lekarzy-rezydentów od 2015 roku wzrosły o 40 proc.
- Bardzo poważnie traktujemy problem lekarzy, pielęgniarek, służby zdrowia - zapewnił Dworczyk. Jednocześnie dodał, że apeluje do "opozycji totalnej, by nie wykorzystywali rezydentów w sposób cyniczny".