Lekarze-rezydenci od 14 dni biorą udział w proteście głodowym w Warszawie. Młodzi lekarze domagają się m.in. zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do poziomu przynajmniej 6 proc. PKB oraz podwyżek dla rezydentów.

- POPiS niczego w kwestii służby zdrowia nie zrobił - ocenił w TVN24 Paweł Kukiz. Lider Kukiz'15 stwierdził też, że rozmawiał z lekarzami-rezydentami bez obecności telewizyjnych kamer i podkreślił, że protestujący nie chcą, żeby przychodzili do nich politycy opozycji.

Suchej nitki Kukiz nie pozostawił na ministrze zdrowia Konstantym Radziwille. Wytknął mu m.in. że ten postulaty proponowane niegdyś przez ministra zdrowia w rządzie PiS, nieżyjącego już Zbigniewa Religę, których realizacji chcą rezydenci nazywa "bolszewizmem". - Alergicznie reaguje na nazwisko Radziwiłł, nie tylko ze względu na "Potop" - stwierdził nawiązując do obsadzonych w negatywnych rolach w powieści Henryka Sienkiewicza członkach tego rodu magnackiego.

- Nie może być tak, że techniczny w zespole rockowym zarabia więcej niż człowiek, który musi uczyć się przez całe życie - podsumował Kukiz. 

Z Kukizem nie zgodził się Jacek Sasin z PiS. Sugestię szukania pieniędzy na służbę zdrowia w likwidacji powiatów i gabinetów politycznych nazwał "niepoważną". - Nakłady na służbę zdrowia rosną - realnie o 40 proc. wzrosły nakłady na wynagrodzenia rezydentów - przekonywał. - W ciągu kilku lat chcemy dojść do tych 6 proc. PKB. Podjęliśmy już w 2007 roku decyzję o podniesieniu wydatków na zdrowie do 6 proc. PKB. Niestety wybory przegraliśmy i startujemy od zera - tłumaczył.

Sasin stwierdził też, ze najpierw trzeba "zakończyć ten strajk, który jest protestem głodowym, dramatycznym". - Nie można rozmawiać gdy trwa tego typu protest - przekonywał.