Leszek Kraskowski pracował ze mną przed ponad 30 laty w dzienniku „Życie Warszawy”, ale nie mam żadnych podstaw, aby mu wystawiać jakieś świadectwo moralności. Potem właściwie nie mieliśmy kontaktu. Wiem, że z dużą determinacją krytykował rządy PiS, raz nawet powołał się w tej swojej walce… na Romana Giertycha. Tropił też domniemane nadużycia tamtej władzy. Był rasowym dziennikarzem śledczym, od lat freelancerem.
Równocześnie jeszcze za tej poprzedniej władzy zajmował się systematycznie interesami samego mecenasa Giertycha, szarej eminencji przy boku Donalda Tuska. Opisał bardzo precyzyjnie tzw. aferę Polnordu, powołując się na 25 tys. stron znanych mu dokumentów. Adwokat i polityk był podejrzewany o wyprowadzenie pieniędzy z tej spółki (sam utrzymywał, że nie przedstawiono mu ważnie zarzutów).