Kościół w Polsce zmienia się oddolnie. Coraz częściej przybiera formę Kościoła czułego, emocjonalnego, lękającego się wszelkich hierarchii, przemocy i krzywdy. Takiego, który nie poucza i nie traktuje katechizmu jako broni przeciwko współczesnemu rozbuchaniu seksualnemu i kulturze spod znaku rewolucji 1968 roku. To wspólnota, która nie chce być definiowana jedynie przez pacierz, nudne kazania, patriotyzm czy politykę. Zamiast tego stawia na rozwój duchowy jednostki poprzez medytację i odmienianą przez wszystkie przypadki empatię.