Reklama

David Lynch i jego ucieczka z koszmaru Hollywood

„Przykro mi, Clincie Eastwoodzie, to David Lynch był największym amerykańskim konserwatywnym filmowcem” – napisał w „The Washington Post” Tim Carmody. Twórca „Miasteczka Twin Peaks” i piewca medytacji transcendentalnej konserwatystą? Nie zgadzam się z tak odważną tezą, ale znajduję w kinie zmarłego reżysera myśli mocno odbiegające od lewicowej agendy Hollywood.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Bohaterka „Mulholland Drive” (2001) to Bettie, o urodzie hitchcockowskiej blondynki (przełomowa rola

Bohaterka „Mulholland Drive” (2001) to Bettie, o urodzie hitchcockowskiej blondynki (przełomowa rola Naomi Watts). Poszukuje w Hollywood spełnienia, a tymczasem idzie na zatracenie

Foto: LANDMARK MEDIA/Alamy/be&w

Reklama
Reklama
Reklama

To znamienne, że po śmierci Davida Lyncha 15 stycznia piękne wspomnienia o nim pojawiały się zarówno na profilach ludzi lewicy, jak i prawicy. Lynch jako jeden z ostatnich filmowców zdawał się bardziej łączyć, niż dzielić. Czy dlatego, że tak niechętnie zajmował jakiekolwiek polityczne stanowisko? Przyznawał się do głosowania na Ronalda Reagana, ale też popierał Berniego Sandersa. Był libertarianinem (notabene jak Clint Eastwood) i potrafił szerzej spojrzeć na prezydenturę Donalda Trumpa, co spowodowało, że w dyktaturze clickbaitów zrobiono z niego zupełnie niesłusznie zwolennika 45. – wówczas – prezydenta USA.

Pozostało jeszcze 93% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama