4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Aktualizacja: 19.01.2026 11:22 Publikacja: 12.07.2024 10:00
Foto: PAP/Leszek Szymański
Tak obecny minister sprawiedliwości komentował pogłoski o swoim wejściu w politykę jeszcze w 2020 roku, kiedy mówiło się, że może mieć prezydenckie ambicje i nawet całkiem spore szanse. Wtedy jeszcze od polityki się odżegnywał, co było nawet zrozumiałe, gdy ewentualna walka o prezydenturę była bardzo odległa, a na znaczącą rolę w polityce bieżącej nie było jeszcze realnych szans. I choć od jakiegoś czasu było widać, że go do polityki ciągnie, aż do ostatnich wyborów wytrwał w poczekalni do niej. Bardzo cenię dorobek Adama Bodnara w kwestiach praw obywatelskich, praworządności i wymiaru sprawiedliwości, tym bardziej nie mogę zrozumieć, dlaczego cały swój przez lata budowany autorytet tak lekkomyślnie zainwestował w misję, co do której się chyba niewystarczająco dogadał ze swoim szefem. Donald Tusk szedł do wyborów z programem głębokich rozliczeń, a nie rozsądnych reform, przy których się waży racje i tworzy rozwiązania na lata, w Ministerstwie Sprawiedliwości potrzebował cyngla, a nie ideowca. I gdyby mógł wybierać, nie licząc się z nienadążającym za „mądrością etapu” własnym elektoratem, z pewnością wybrałby Romana Giertycha, który dużo lepiej pasuje do priorytetów obecnej władzy. Bodnar był kandydatem drugiego wyboru, a jego głównymi atutami na tym stanowisku są reputacja i wizerunek, a nie wizja i plany. Inna sprawa, że wizji ciągle nie znamy, a realizacja planów idzie dość opornie.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Prawie 40 lat zmowy milczenia w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletniej przez księdza. Różne sygnały świ...
„Źródło czerni” trzyma w napięciu, czasami możemy mieć wrażenie, że fabuła niepotrzebnie się przedłuża, ale na s...
„Cartaventura: Lhasa” to okazja, by poznać losy Alexandry David-Néel.
To Kelly? Czy Clooney? A może tylko naczynie, w którym mieści się idea bożyszcza tłumów?
W opowieści Courcola kryje się refleksja na temat siły rodzinnych związków i prawdziwej przyjaźni.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas