Los obdarzył moją koleżankę wyjątkowo absorbującym dzieckiem. Nie chciało bawić się samo, zawsze potrzebowało towarzystwa. Zwłaszcza przy znanej wszystkim rodzicom zabawce, polegającej na tym, że figury geometryczne trzeba wkładać do otworów w odpowiednim kształcie. Jej potomek potrafił spędzić na takiej rozgrywce bite trzy godziny, czasami radząc sobie z kształtami lepiej, a czasami gorzej. Jednak zawsze potrzebował widowni, inaczej rozlegał się trudny do wytrzymania ryk. Nie przesadzam – byłam świadkiem tej sytuacji.