Bogusław Chrabota: Spieprzyłeś to, Viktor, spieprzyłeś

Viktor, historia kołem się toczy. Kiedyś się potkniesz, nie wyrobisz na którymś z jej zakrętów.

Publikacja: 17.11.2023 17:00

Bogusław Chrabota: Spieprzyłeś to, Viktor, spieprzyłeś

Foto: AFP

Mało kto cię już pamięta jako charyzmatycznego młodzieńca z prowincji, który każe Ruskim pakować manele i wynosić się z Węgier. Budowałeś wtedy wiarygodność na powszechnym głodzie demokracji. Węgry, Budapeszt, jedna z ważnych europejskich stolic, były pewne swojej przynależności do kultury zachodniej. Nikt nie miał wątpliwości, że bliżej wam do Rzymu, Paryża i Wiednia niż do kremlowskich murów posępnej stolicy Wschodu.

Nieraz ci Ruscy dali twoim Węgrom w skórę. W 1849 roku sprzymierzeni z Habsburgami zamordowali narodową rebelię Kossutha, Bema i Petőfiego, a węgierskie marzenie o niepodległości utopili we krwi. A rok 1956? Dziś moskiewska prasa donosi, że sowiecka interwencja to była słuszna eliminacja ze słonecznej socjalistycznej wspólnoty rodzącego się nad Dunajem faszyzmu. Tak Władimir Putin każe wyjaśniać narodom imperium ów bunt przeciw totalitaryzmowi, jaki podjęła ekipa Imre Nagya. Historyczna prawda – chcesz powiedzieć? Bo przecież nie buntujesz się przeciw tej ahistorycznej i antynarodowej narracji.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Blizny po aferze wizowej

W ogóle słabo to wygląda, co wyczyniasz ze swoim Fideszem. Gęby sobie wycieracie patetycznymi sloganami, ale kraj, którym rządzicie, się sypie. Wspaniały dwubrzeżny Budapeszt ugina się pod wszechobecnym dziadostwem. Nigdzie w Europie nie ma tylu zbankrutowanych sklepów i zamkniętych knajpek. Supermarketów trzeba szukać ze świecą, podczas gdy w bratniej Warszawie, Żabka czy Biedronka świecą neonami na niemal każdym rogu. Bramy wspaniałych kamienic z czasów belle époque z wyrwanymi klamkami, powiązane zardzewiałym łańcuchem, zamknięte na kłódkę. Wyrwane futryny w oknach. Ściany opuszczonych willi wymazane sprayem. Frontony kamienic z obdartym tynkiem. Czy nikt tego do cholery nie widzi nawet w centrum miasta? Taka wizytówka wspaniałej metropolii? Historycznej stolicy?

Tak Władimir Putin każe wyjaśniać narodom imperium ów bunt przeciw totalitaryzmowi, jaki podjęła ekipa Imre Nagya. Historyczna prawda – chcesz powiedzieć? Bo przecież nie buntujesz się przeciw tej ahistorycznej i antynarodowej narracji.

A nastroje jej mieszkańców jeszcze gorsze. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że zbudowałeś skorumpowany system władzy, którego nie da się ruszyć. Europejskie pieniądze wędrują zawiłą siecią tajnych kont i układów, by w końcu wylądować w kieszeniach fideszowej plutokracji. Twoi towarzysze obrastają w tłuszcz i majątki. Śladami kumpli Putina kupują wille za miliony nad jeziorem Como i na południu Francji. Ostatnio modne jest wykupywanie winnic w okolicach Tokaju. Cóż, nowy węgierski patrycjat chce być jak dawni Rzymianie. Tylko jak uzbroić się w armię niewolników, jeszcze nie wymyślili.

Jeśli istnieje w istocie coś takiego jak kapitał społeczny, to w istocie nad Dunajem dawno go nie widziano. Ludzie nie wierzą ani politykom, ani dziennikarzom. Politycy? Kto bardziej wiarygodny: Fidesz czy lewica? Ani jedni, ani drudzy. Dziennikarze? A z jakiej medialnej rodziny? Polityczny koncern Kesma kontrolowany przez Fidesz całuje po tyłkach Rosjan i dzielnie walczy z LGBT. Spełnia każde życzenie przywódcy i zawsze znajdzie coś miłego na temat jego akolitów.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Dokąd chcą uciec Syryjczycy z obozu numer sto

A ty sam, Viktorze, w tej swojej burackiej fryzurce, coraz bardziej nalany i beczkowaty, pląsający na krzywych nóżkach, stajesz się własną karykaturą. Są przywódcy, którzy piją, i tacy, którzy jedzą – jak sam mówisz. Ty jesz. Cóż, to widać. Ale sprytu ci nie brakuje. Naród wie, że zawsze będziesz o krok przed opozycją. Zawsze przechytrzysz konkurentów. I naród. Dlatego wciąż na ciebie głosuje, choć z bólem zębów. Na kogoś przecież musi. Umiesz czarować na salonach Brukseli. Błyszczysz angielskim, erudycją, przybierasz szaty pragmatyka. Tolerują cię. Ale nie dlatego, że jesteś taki zajebisty. Dlatego, że nikt w stolicy Unii nie ma wątpliwości, że Węgrzy to naród z krwi i kości europejski. O wspaniałej historii i fantastycznych tradycjach. Miejsce w Europie należy mu się jak… Francuzom i Niemcom. Nie wspominając o Austriakach oczywiście.

Kończąc ten sympatyczny, prywatny list, pragnę cię zapewnić, że mimo twoich wyjątkowych starań Europa Węgrów nie opuści. Naród zaś nie pokocha Moskwy, tak jak byś chciał. Nie da się ostatecznie upodlić. Historia kołem się toczy. Kiedyś się potkniesz, nie wyrobisz na którymś z jej zakrętów. Wtedy Budapeszt wróci do dawnego blasku, a bracia Węgrzy znów zaczną się cieszyć demokracją. Oczywiście, musi się pojawić prawdziwa opozycja. Jej realni liderzy. Cóż, wieczność nie jest domeną polityków. Ani polityki. Ściski znad Wisły. Twój B.

Mało kto cię już pamięta jako charyzmatycznego młodzieńca z prowincji, który każe Ruskim pakować manele i wynosić się z Węgier. Budowałeś wtedy wiarygodność na powszechnym głodzie demokracji. Węgry, Budapeszt, jedna z ważnych europejskich stolic, były pewne swojej przynależności do kultury zachodniej. Nikt nie miał wątpliwości, że bliżej wam do Rzymu, Paryża i Wiednia niż do kremlowskich murów posępnej stolicy Wschodu.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Plus Minus
(Nie)chciany prezydent
Plus Minus
Ksawery Szlenkier: Tęsknię za beatem 4/4
Plus Minus
Jan Maciejewski: Stało się
Plus Minus
Jan Bończa-Szabłowski: Badał kapitalizm metodą obserwacji uczestniczącej
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Plus Minus
Wolność motyla