Wtórował mu filmoznawca Richard Schickel, zauważając, że już w 1966 r., a więc wtedy, gdy zmarł Walt Disney, rozkręcona przezeń firma szacowała, iż 240 mln mieszkańców globu widziało chociaż jeden film wyprodukowany przez studio – przytaczanie pozostałych wyliczeń nie ma sensu, ponieważ dziś wartości te należałoby zmultiplikować. Obrazy wprawione w ruch przez genialnych animatorów z Magicznego Królestwa przeniknęły do krwiobiegu homo sapiens, stając się wręcz częścią DNA gatunku.