Lektura Koheleta pozwala spojrzeć na rzeczywistość z właściwego punktu widzenia. „To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: »Patrz, to coś nowego« – to już to było w czasach, które były przed nami” – pisał ów mędrzec (Koh 1,9–10). I gdy spoglądam obecnie na Rosję, to też mam wrażenie, że nic nowego się tam nie dzieje. Wszystko już było. I to, że protesty, wcale nie tak liczne, zaczynają się dopiero wtedy, gdy zagrożenie dotyka ludzi bezpośrednio (choć wtedy protestować jest już o wiele trudniej), i to, że sprzeciw jest czymś niezwykle trudnym. Niczym nowym nie jest także to, że dobre skądinąd instytucje w państwach autorytarnych dają się niekiedy „przekupić” rzekomymi wartościami głoszonymi przez państwo autorytarne i jego przywódców.

Czytaj więcej

Tomasz P. Terlikowski: Profesor Gogacz, ostatni taki nauczyciel

To wszystko już było. Martin Niemöller, luterański pastor i teolog, notował w III Rzeszy słowa, które z pewnością mogłyby się stać mottem wielu Rosjan. „Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem. Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą. Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą. Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem. Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było”.

Wystarczy zastąpić Żydów Ukraińcami i Gruzinami, komunistów opozycjonistami, a związkowców tymi, którzy nie chcą służyć w wojsku, by ten krótki cytat można było zastosować i dzisiaj. Świat zachodni, który nie protestował, gdy Putin wysadzał w powietrze bloki, gdy pacyfikował Czeczenię, gdy wkraczał do Gruzji i zaczynał wojnę w Ukrainie w roku 2014, pokazał, że niczego nie nauczył się od czasów III Rzeszy. Wychowani w antyfaszyzmie Rosjanie także nie wyciągnęli z faszyzmu wniosków. I teraz rzeczywiście może im być niezwykle trudno zaprotestować, splunąć z pogardą.

Wystarczy zastąpić Żydów Ukraińcami i Gruzinami, komunistów opozycjonistami, a związkowców tymi, którzy nie chcą służyć w wojsku, by ten krótki cytat można było zastosować i dzisiaj.

Trudno, bo za protesty grozi wieloletnie więzienie, za odmowę służby wojskowej także, bo wszędzie – jak za starych stalinowskich czasów – czają się donosiciele, bo przecież wokół wszyscy przekonują, że w istocie „operacja wojskowa” jest działaniem sprawiedliwym i prawym… A gdy człowiek tak długo akceptował zło, nie jest mu łatwo przyznać, że tak głęboko się mylił.

Żeby było jeszcze trudniej, w Rosji w istocie nie ma instytucji (poza nielicznymi środowiskami opozycji), które jasno nazywałoby zło złem. Rosyjska Cerkiew prawosławna jest na usługach państwa, i głosi obecnie nie tyle chrześcijaństwo, ile plemienną religię nienawiści. W ramach wsparcia mobilizacji patriarcha Cyryl oznajmił ostatnio, że śmierć na wojnie z Ukrainą ma moc zmycia wszystkich grzechów żołnierza. „Jednocześnie Cerkiew uznaje, że jeśli ktoś wiedziony poczuciem obowiązku wypełni swoją przysięgę i pozostanie wierny wezwaniu, a potem zginie, wypełniając obowiązek służby wojskowej, to on bez wątpienia podejmuje działanie będące ofiarą z życia za innych. I dlatego wierzymy, że ta ofiara zmywa z niego wszystkie grzechy, które popełnił” – oznajmił.

Czytaj więcej

Tomasz P. Terlikowski: Zachować wierność zasadom

Sprzeciw w takich warunkach wymaga nie tylko dobrego smaku, ale także mądrości, zdolności oddzielenia się od własnego środowiska i wreszcie gigantycznej odwagi. Tym większy szacunek dla tych, którzy są w stanie wykazać się takimi wartościami. Nie ma jednak co liczyć, że to będzie większość. W III Rzeszy też Hitlerowi sprzeciwiali się nieliczni.