Reklama

Tomasz P. Terlikowski: Równoległa bitwa o prawosławie

Od samego początku było widać, że kwestia prawosławna jest rozgrywana w tej wojnie przede wszystkim przez stronę rosyjską. Już w orędziu zapowiadającym agresję na Ukrainę Władimir Putin wspominał o konieczności obrony wiernych patriarchatu moskiewskiego przed rzekomymi atakami „ukraińskich nacjonalistów". A Rosyjska Cerkiew Prawosławna z kwestii podziału w ukraińskim prawosławiu (na Prawosławną Cerkiew Ukrainy egzarchatu Konstantynopola i Ukraińską Cerkiew Prawosławną patriarchatu moskiewskiego) uczyniła niemalże główny temat swojego działania. Jednym z głównych elementów propagandowych dla wsparcia brutalnej agresji rosyjskiej była właśnie kwestia duchowych źródeł koniecznej jedności Ukrainy i Rosji.
Tomasz P. Terlikowski: Równoległa bitwa o prawosławie

Foto: Fotorzepa, Rafał Guz

Zachód jednak w swoich działaniach tego wątku nie był w stanie albo nie chciał wykorzystać. Religia nie leży bowiem w centrum jego zainteresowań. Na taki krok – określmy go mianem geopolityki eklezjalnej – zdecydowała się natomiast Polska. Zaproszenie do naszego kraju przez prezydenta Andrzeja Dudę patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I, które zostało potwierdzone przez zwierzchnika Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego metropolitę Sawę, to strategiczny strzał w dziesiątkę. Jednocześnie dla wielu ukraińskich uchodźców symboliczne wsparcie otrzymane od duchowego lidera świata prawosławnego będzie niewątpliwie istotne. Skupmy się jednak na korzyściach strategicznych i politycznych płynących z tego wydarzenia dla Polski, Ukrainy i – jak się zdaje – świata prawosławnego.

Pozostało jeszcze 81% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama