Mimo to warto obserwować wydarzenia na Wschodzie jako ostrzeżenie przed tym, co się dzieje, gdy zanadto zbliżają się tron i ołtarz. I żeby było jasne: nie uważam, że Polska to Rosja, ani że polski Kościół to rosyjska Cerkiew. Nasza demokracja jest na wiele sposobów ułomna, ale Rosja nie jest demokracją wcale. Z kolei polski Kościół zdaje egzamin z solidarności wobec uchodźców i w czasie wojny trudno mu coś zarzucić. Potraktujmy jednak związek Cyryla i Putina jako krzywe zwierciadło, wyolbrzymiające do monstrualnych rozmiarów to, co może się stać, gdy Kościół jest zbyt blisko władzy.