Reklama
Rozwiń
Reklama

Joanna Szczepkowska: Małe wesele

Od kilku już lat w przestrzeni publicznej pojawiają się słowa, które mają określić stopień zdumienia tym, co się dzieje w naszej polityce: „to się w głowie nie mieści", „jak to jest możliwe", „paranoja", „świat zwariował" itp. Jeśli o mnie chodzi, granice niemożliwego przekroczono 16 grudnia 2016 roku, kiedy fizycznie zablokowano posłom opozycji możliwość uczestniczenia w obradach i głosowaniu, nie dopuszczając też do zapewnionej konstytucyjnie obecności obserwatorów i prasy.
Joanna Szczepkowska: Małe wesele

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Właściwie była to bitwa, bo inaczej nie da się nazwać tej blokady, wygrana przez PiS, chyba głównie dlatego, że posłowie opozycji nie przyjęli tej konwencji. Bo co mogliby zrobić? Salę zablokowaną można tylko „zdobyć", choćby wyważając drzwi czy spychając innych posłów z krzeseł. Jakkolwiek groteskowo by to brzmiało, nastąpiło przejęcie sali i tylko odbicie jej odniosłoby skutek. Na taki scenariusz oczywiście nikt normalny nie był przygotowany, bo też nic takiego się w Sejmie nie zdarzyło, przynajmniej od 1761 roku, kiedy w sejmiku kowieńskim poseł Antoni Zabiełło niósł marszałkowską laskę w kierunku kościoła, gdzie zwykle odbywały się obrady, a kiedy jego przeciwnicy tam już zasiedli, zmienił kierunek i zwołał swoich na zamku. Można więc powiedzieć, że w tradycji polskiej zaistniał już precedens i byłoby to bardzo zabawne, gdyby nie było tak ponure.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama