Reklama

Robert Mazurek: Dżolero idzie na lachony

Każdemu czasem przytrafi się taka historia, o której aż głupio opowiedzieć, bo absurdalna albo zbyt kiczowata. A ja w takie wierzę, są zbyt nieprawdopodobne, by mogły być zmyślone. Jedną z nich przeżyłem miesiąc temu w ostępach Gruzji. Już same okoliczności przyrody ocierają się o kicz totalny, a tu jeszcze pojawia się ona – piękna do omdlenia księżniczka o kruczoczarnych, rozwianych włosach, na oklep, konno. Koń też miał rozwianą grzywę. Podjeżdżają do mnie oboje – ona i koń, ona uśmiecha się i wtedy następuje brutalna rozprawa z baśnią. Odjeżdża bez słowa. Koń wraz z nią.
Robert Mazurek: Dżolero idzie na lachony

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Ryszard takich ciosów przeżył w swym życiu wiele. Inteligentny, niebrzydki, jakieś sukcesy w biznesie i mimo pięćdziesiątki na karku mieszka z mamą. Księżniczki nie poznał. Dlatego, żeby zwiększyć swoje szanse na tym polu na podryw, postanowił pójść z Tadeuszem, któremu w życiu zawirowało, więc znów okazał się wolny. Biznesowo Tadeuszowi powiodło się lepiej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, był prezesem potężnej firmy, o której słyszał każdy.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama