Zostawił na lodzie premiera i wicepremiera, marszałka i wicemarszałka, historyków nadwornych i zasłużonych budowniczych III RP. Aż żal teraz na nich patrzeć. Serce się kraje, gdy trzeba słuchać niezdarnych komentarzy Stefana Niesiołowskiego i oglądać jego szalone, rozbiegane oczy. I ten przejmujący widok konsternacji na zwykle zatroskanym o Polskę obliczu premiera.
Jeszcze niedawno za Lechem stał kraj cały. "Gazeta Wyborcza" dzień po dniu donosiła, że w każdej gminie, w każdej wsi nawet, formuje się komitet obrony dobrego imienia wielkiego Polaka. Ach, ileż było tam komentarzy wzniosłych, ile słów oburzenia, jak wielkie szat rozdzieranie, ileż wspominków rzewnych. Pamiętacie państwo? Toż to ledwie kilka miesięcy temu. A tu taki pasztet. Takie zaprzaństwo. Niewiarygodne.