Trudno było nie zaśmiewać się z piosenek Macieja Zembatego o gwieździe KC PZPR Albinie Siwaku czy z piosenek Andrzeja Rosiewicza o tym, jak zachodni bankierzy spisujący na straty długi Gierka jęczą z desperacji. A pozornie frywolny szlagier Tadeusza Rossa „Wejdą, nie wejdą" pomagał odreagować głęboko ukryty strach, że sowieckie czołgi zakończą solidarnościowy karnawał.
Byłem przekonany, że ktoś w Gdańsku pokusi się o zrobienie powtórki z tamtej kultowej imprezy. Zabrakło jednak i energii, i siły pamięci o szalonym 1981 roku.