Reklama

Bogusław Chrabota: Na tylnej kanapie syrenki

W czasach, kiedy inicjacja seksualna połowy populacji Ameryki odbywała się na tylnej, szerokiej kanapie uskrzydlonych cadillaców, dodge'ów i chevroletów, w polskim przemyśle motoryzacyjnym ścigały się, kompletnie zresztą nie uwzględniając potrzeb młodzieży, myśl radziecka z włoską i lokalną, czyli własną. Pierwszą reprezentowało auto o nazwie Warszawa, zmodyfikowana sowiecka Pobieda, czyli zliftowany nieco przez inżynierów z miasta Gorki niemiecki Opel Kapitan.
Bogusław Chrabota: Na tylnej kanapie syrenki

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Warszawa służyła głównie jako samochód służbowy albo taksówka. Liczba prywatnych posiadaczy tej limuzyny była nieduża, więc szanse na swobodne migdalenie się na jej tylnych siedzeniach były raczej niewielkie. Włoska myśl motoryzacyjna zaczęła się przebijać dopiero w powojennej Polsce. Gdyby pominąć nieliczne ocalałe egzemplarze przedwojennego Fiata 508, triumfalny marsz włoskiej marki w kraju nad Wisłą rozpoczął się dopiero w roku 1967, a więc w czasach pierwszych wielkich sukcesów kędzierzawego gitarzysty Jimiego Hendrixa, czyli w epoce, kiedy inicjacja odbywała się już według innego modelu. Fiat 125p od razu stał się wielkim przebojem i uosobieniem luksusu. Trafiał wyłącznie w ręce ludzi mających dostęp do waluty i najwierniejszych sympatyków reżimu. Z perspektywy wiadomych potrzeb był więc mało przydatny. Czasem tylko dawał pobłyszczeć tzw. bananowej młodzieży.

Pozostało jeszcze 82% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama