Od kilku lat, niezależnie od tego, czy władzę sprawuje akurat obóz Donalda Tuska czy Jarosława Kaczyńskiego, fiskus systematycznie buduje ekosystem narzędzi, który pozwala w sposób automatyczny i na bieżąco gromadzić pełen zestaw danych o tym, co robią podatnicy. Pałeczkę w tym maratonie kolejne ekipy rządzące przejmują od siebie bez żadnego skrępowania. Dlatego nie ma się co łudzić. Czy Polską nadal rządzić będzie utrwalony duopol (KO lub PiS), czy też władzę przejmą konfederaci Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka lub Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, nic się w tej mierze nie zmieni. Wiedza i kontrola, jaką nad podatnikami dają pliki kontrolne JPK oraz startujący KSeF, jest zwyczajnie dla polityków zbyt kusząca.
KSeF. Jakie informacje są gromadzone w systemie?
Ten ostatni (KSeF) wydaje się z tej perspektywy wyjątkowy. Na serwery kontrolowane przez resort finansów zaczną za chwilę spływać dokładne dane o tym, co i komu podatnicy sprzedają, a także – co w tym przypadku jest nawet ważniejsze – co podatnicy kupują na firmowe dane. A zatem z myślą o zaliczeniu tych zakupów do firmowych kosztów. Nawet jeśli nie obejmuje to wszystkich kosztów (cześć wydatków nie jest dokumentowana fakturami), to i tak fiskus w prosty sposób zyska wiedzę o tym, jakie wydatki pozwalają podatnikom obniżać płacone podatki. I to bez konieczności prowadzenia kosztownych i czasochłonnych kontroli.
Z takimi kontrolami fiskus miał podstawowy problem. Nie miał sił do tego, by skontrolować każdą, nawet najmniejszą firmę. Dlatego firmy jednoosobowe musiały albo same bardzo się o to postarać, albo mieć wyjątkowego pecha, aby trafić na listę kontrolowanych. Teraz tak dobrze już nie będzie. Wiele firm może też czekać w perspektywie kilkunastu najbliższych miesięcy prawdziwy kosztowy armagedon.