Reklama

Marek Kutarba: Czy KSeF przyniesie jednoosobowym firmom kosztowy armagedon?

W nadchodzącej erze Krajowego Systemu e-Faktur przedsiębiorcy będą musieli częściej udowadniać, że zakup z firmowej karty to naprawdę inwestycja w biznes, a nie prywatne zakupy.

Publikacja: 02.02.2026 04:48

Marek Kutarba: Czy KSeF przyniesie jednoosobowym firmom kosztowy armagedon?

Foto: Adobe Stock

Od kilku lat, niezależnie od tego, czy władzę sprawuje akurat obóz Donalda Tuska czy Jarosława Kaczyńskiego, fiskus systematycznie buduje ekosystem narzędzi, który pozwala w sposób automatyczny i na bieżąco gromadzić pełen zestaw danych o tym, co robią podatnicy. Pałeczkę w tym maratonie kolejne ekipy rządzące przejmują od siebie bez żadnego skrępowania. Dlatego nie ma się co łudzić. Czy Polską nadal rządzić będzie utrwalony duopol (KO lub PiS), czy też władzę przejmą konfederaci Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka lub Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, nic się w tej mierze nie zmieni. Wiedza i kontrola, jaką nad podatnikami dają pliki kontrolne JPK oraz startujący KSeF, jest zwyczajnie dla polityków zbyt kusząca.

KSeF. Jakie informacje są gromadzone w systemie?

Ten ostatni (KSeF) wydaje się z tej perspektywy wyjątkowy. Na serwery kontrolowane przez resort finansów zaczną za chwilę spływać dokładne dane o tym, co i komu podatnicy sprzedają, a także – co w tym przypadku jest nawet ważniejsze – co podatnicy kupują na firmowe dane. A zatem z myślą o zaliczeniu tych zakupów do firmowych kosztów. Nawet jeśli nie obejmuje to wszystkich kosztów (cześć wydatków nie jest dokumentowana fakturami), to i tak fiskus w prosty sposób zyska wiedzę o tym, jakie wydatki pozwalają podatnikom obniżać płacone podatki. I to bez konieczności prowadzenia kosztownych i czasochłonnych kontroli.

Z takimi kontrolami fiskus miał podstawowy problem. Nie miał sił do tego, by skontrolować każdą, nawet najmniejszą firmę. Dlatego firmy jednoosobowe musiały albo same bardzo się o to postarać, albo mieć wyjątkowego pecha, aby trafić na listę kontrolowanych. Teraz tak dobrze już nie będzie. Wiele firm może też czekać w perspektywie kilkunastu najbliższych miesięcy prawdziwy kosztowy armagedon.

Reklama
Reklama

Domowa firma. Co można zaliczyć do podatkowych kosztów?

Dlaczego? To akurat łatwo wyjaśnić. W przypadku kosztów podatkowych zasada jest niby prosta. Do kosztów można zaliczyć tylko te wydatki, które mają związek z prowadzoną działalnością. Związek ten jest też zdefiniowany w klarowny, jak mogłoby się wydawać, sposób. Chodzi o to, by ponoszony wydatek przyniósł na końcu jakiś wpływ dla firmy. Albo by przynajmniej można było przyjąć, że w normalnych warunkach można było takiego wpływu oczekiwać. Za podatkowy koszt można uznawać także te wydatki, które służą zachowaniu źródła przychodów albo też pozwolą na uzyskanie wyższych wpływów w przyszłości. Nawet jeśli jest to tylko uzasadniona nadzieja przedsiębiorcy, która z tych czy innych powodów ostatecznie się nie ziści.

W praktyce tak prosto już nie jest. A spory o to, co jest, a co nie jest podatkowym kosztem, należą do jednych z najczęstszych. I nie chodzi wcale o to, że sprawę komplikuje obszerna, licząca ponad 60 grup lista wydatków, które choć ponoszone we właściwych celach, do kosztów zaliczone jednak być nie mogą. Powód jest inny.

Część przedsiębiorców zwyczajnie zachowuje się nieodpowiedzialnie. Do kosztów trafiają więc garnitury i garsonki, kolacje z rodziną czy przyjaciółmi oraz cała plejada najdziwniejszych zakupów

Część przedsiębiorców zwyczajnie zachowuje się nieodpowiedzialnie. Tak jakby piekła nie było, a dusza mogła hulać, jak się jej żywnie podoba. Do kosztów trafiają więc domowe zakupy, garnitury i garsonki, kolacje z rodziną czy przyjaciółmi oraz cała, zadziwiająca w niektórych przypadkach – o czym przekonałem się, pracując przed laty w izbie skarbowej – plejada najdziwniejszych zakupów.

Dopóki nikt takich wydatków nie kontroluje, takie „drobne” nadużycia uchodzą płazem. Ze szkodą nie tylko dla wpływów budżetowych, ale także wizerunku samych przedsiębiorców. To właśnie takie zachowania – którymi niektórzy bez skrępowania się chwalą – budują obraz przedsiębiorcy-cwaniaka, żyjącego na koszt ciężko pracujących etatowców, którzy takich możliwości obniżania swoich podatków nie mają. I choć jest to obraz nieprawdziwy i w gruncie rzeczy mocno niesprawiedliwy, to mocno utrwalił się on w świadomości społecznej.

Reklama
Reklama

Czy KSeF ułatwi skarbówce typowanie firm, które dopuszczają się nadużyć?

Mając jednak w rękach dane z KSeF, fiskus zyska możliwość łatwego wyeliminowania tego zjawiska. Raz, że opierając się na automatycznej analizie danych, łatwiej będzie mu typować podejrzane koszty u konkretnych podatników. Dwa, w przypadku gdy na podstawie prowadzonych analiz okaże się, że określona grupa wydatków nazbyt szerokim strumieniem trafia do kosztów, szybko można będzie tak zmienić przepisy, by dołączyła ona do listy kosztów zakazanych lub mocno ograniczonych, tak jak wcześniej stało się to z kosztami użytkowania samochodów.

Być może dla co odważniejszych nie jest to powód do martwienia się na zapas. Myślę jednak, że warto nad tym chwilę się zastanowić przed kolejną prośbą o zafakturowanie na konto firmy zakupów w hipermarkecie czy składzie budowlanym.

Opinie Prawne
Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Skutki nieistnienia orzeczeń niczym lawina
Opinie Prawne
Jakub Sewerynik: O milczeniu prawa i sile mocarstw
Opinie Prawne
Mikołaj Małecki: Wyścig bez wyścigów, ale z surową karą
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Kto i na co ma nadzieję, czyli o zmianach w KRS
Opinie Prawne
Paweł Pietrzyk: Rola archiwów w dobie KSeF i cyfryzacji dokumentacji
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama