Tomasz Budziak o firmach rodzinnych w Polsce

Rozmowa | Tomasz Budziak wiceprezes, Inicjatywa Firm Rodzinnych

Publikacja: 24.11.2016 07:48

Tomasz Budziak o firmach rodzinnych w Polsce

Foto: materiały prasowe

Rz: W piątek zacznie się IX Zjazd Firm Rodzinnych. Rozumiem, że jest nią mała piekarnia od 100 lat w rękach tej samej rodziny. A Holding Kulczyków?

Tomasz Budziak: Politycy robią sobie zdjęcia w piekarniach, bo fajnie się wygląda przy pieczywie prosto z pieca. Firmy rodzinne to jednak nie tylko producenci artykułów spożywczych. To producenci kosmetyków (Inglot czy Dr Irena Eris), podzespołów (Fabryka Amortyzatorów Krosno), autobusów (Solaris), mebli (Nowy Styl, Szynaka czy Vox). Rodzinność to zrozumienie, że los i misja rodziny związane są z losem i misją firmy i na odwrót. To nadanie twarzy firmie. Grupa Volkswagen jest firmą rodzinną kontrolowaną przez potomków Ferdynanda Porschego. Ze wszystkim co dobre i złe. Kto najwięcej stracił na skandalu spalinowym? Rodzina założyciela.

W Polsce mieliśmy pauzę na PRL?

Ale w odróżnieniu od innych krajów bloku wschodniego część firm mogła przetrwać jako rzemiosło. Dlatego biznes rodzinny kojarzy się z cukierniami, które, jak A. Blikle, przetrwały.

Oczekujecie płynnej formy dziedziczenia firmy, a ono wymaga, by każde z dzieci coś dostało.

Sukcesji nie należy utożsamiać z dziedziczeniem. Sukcesja to wieloletni proces wzajemnego dostosowywania się możliwości kadrowych rodziny do wymagań firmy. Czasami trzeba też ją zrestrukturyzować. Nie powinno się łączyć śmierci właściciela ze zmianą w zarządzaniu. Najlepiej, kiedy zmiana pokoleniowa przebiega planowo, przewidywalnie dla pracowników, kooperantów, wierzycieli. Wzięcie na siebie odpowiedzialności za zarządzanie firmą to ogromne wyzwanie dla następców. Na czym ma polegać uprzywilejowanie tych, którzy podejmą się tego trudu? Zresztą czym innym jest praca, przedsiębiorczość oraz władza, a czym innym prawo do czerpania korzyści jako inwestor. Myślę, że w interesie państwa leży promowanie sukcesji bardziej drogą darowizny niż spadku. Poza tym powinno chronić się przedsiębiorstwo przed roszczeniami następców nieangażujących się w firmę.

Jak to robić?

Na przykład poprzez wprowadzenie spłaty w ratach, jeśli natychmiastowa prowadziłaby do znacznych zakłóceń w biznesie. Proponujemy też wprowadzenie fundacji rodzinnych. Mogą chronić majątek rodzinny przed spieniężeniem na konsumpcję. Wiele firm zagranicznych, np. Aldi czy Lidl, wykorzystuje fundacje rodzinne do odpowiedniego ustrukturyzowania relacji biznes–rodzina.

Jakiego wsparcia oczekujecie w normalnym okresie funkcjonowania firmy?

Podstawowym wsparciem oprócz dobrej legislacji umożliwiającej sukcesję to niedyskryminacja. Chcielibyśmy, aby Ministerstwo Rozwoju tak zabiegało o inwestycje polskich firm rodzinnych jak zabiega o inwestorów zagranicznych, dotując ulgami ich sprowadzenie do Polski. W rezultacie polskie firmy zaczynają szukać przyjaznego otoczenia za granicą. A młode, wykształcone pokolenie następców ma otwarte granice, umysły i zaplecze finansowe. Brak sprzyjającej atmosfery w Polsce skłoni je do migracji. Nie chcemy tego. Zarówno nasze firmy, jak i nasz kraj muszą być warte tego, żeby kolejne pokolenie kontynuowało biznes rodziców w Polsce. Owszem, to kwestia wychowania i wartości, ale chcemy, aby kraj odnosił sukcesy, a nie wymagał samych poświęceń.

A dlaczego w ogóle mielibyście dostawać szczególne uprawnienia?

Nie chcemy żadnych szczególnych uprawnień ponad dostępne dla zagranicznych firm w Polsce i w ich krajach macierzystych. Firmy rodzinne to nie są jakieś niepełnowartościowe biznesy. Wręcz przeciwnie, tylko one tak naprawdę ryzykują własnymi majątkami na większą skalę w naszym kraju. Warto to uszanować.

Zatrudnieni w firmie rodzinnej bliscy pewnie nie mogą narzekać. A narzekacie, że małżonek np. nie ma pełnych praw pracowniczych. Proszę to wyjaśnić.

Nie ma zakazu zatrudniania małżonka w firmach niemających osobowości prawnej, ale to po prostu się nie opłaca, bo jego wynagrodzenie nie jest kosztem uzyskania przychodu. Czy tak wygląda polityka prorodzinna? Przecież jeśli dla jednego z małżonków to koszt, to dla drugiego to przychód. Można przecież wprowadzić jakieś mechanizmy kompensacyjne.

Ponoć przedsiębiorstwo rodzinne wręcz zniechęca czasem do małżeństwa albo zachęca do rozwodu?

Miłość jest najważniejsza, ale jeśli chce się uznać wynagrodzenie małżonka za koszt uzyskania przychodu, to wpierw trzeba się rozwieść albo się nie pobierać. W mikrofirmach może to być istotny element kalkulacji. Jeśli państwo promuje stabilne struktury społeczne, to nie powinno być mu obojętne, czy rodziny trwają w związkach formalnych czy nieformalnych.

—rozmawiał Marek Domagalski

Opinie Prawne
Jakubowski, Gadecki: Archeolodzy kontra poszukiwacze skarbów. Kolejne starcie
Opinie Prawne
Marek Isański: TK bytem fasadowym. Władzę w sprawach podatkowych przejął NSA
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Rząd Tuska w sprawie KRS goni króliczka i nie chce go złapać
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czy tylko PO ucywilizuje lewicę? Aborcyjny happening Katarzyny Kotuli
Opinie Prawne
Marek Dobrowolski: Trybunał i ochrona życia. Kluczowy punkt odniesienia