Mam pełną świadomość, że ostateczna decyzja obozu rządzącego w sprawie Trybunału Konstytucyjnego leży w rękach prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Wobec tego wszelkie, nawet płynące z wewnątrz środowiska PiS głosy (i propozycje) liczą się tylko o tyle, o ile nie wychodzą poza polityczną kalkulację Jarosława Kaczyńskiego. Nie chcę oceniać, czy to źle czy dobrze, że faktyczny dysponent polskiej polityki nie pełni w państwie żadnej z newralgicznych funkcji. Jak każdy muszę się pogodzić z tym, że decyzja, której implikacje mogą być ważne dla Polski przez dziesięciolecia, zależy wyłącznie od niego. Zarazem chcę wierzyć, że ma pełną świadomość, że to właśnie z jego osobą i nazwiskiem będzie się wiązała ocena tego ważnego „epizodu” polskich dziejów. To wyjątkowa odpowiedzialność. Także dlatego, że spoczywa na jednym człowieku.