Janusz Korwin-Mikke: Uwagi z Komisji Zdrowia

System leczenia ludzi to setki splotów bardziej kunsztownych niż węzeł króla Gordiosa. Żadne cząstkowe reformy nic tu nie dadzą. Ten węzeł trzeba przeciąć. I ręka nie ma prawa zadrżeć – przekonuje lider partii KORWiN.

Aktualizacja: 26.07.2020 21:36 Publikacja: 26.07.2020 18:04

Janusz Korwin-Mikke: Uwagi z Komisji Zdrowia

Foto: AdobeStock

Jak to był ujął śp. Stefan Kisielewski: „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się problemy nieznane w żadnym innym ustroju". Ostatnie posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia przekonało mnie jednak, że można przez kilka godzin rozwiązywać wyłącznie takie problemy.

Dla człowieka, który 60 lat spędził na testowaniu projektów politycznych, jest oczywiste, że jedynym rozwiązaniem „problemu" leczenia ludzi jest likwidacja Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz wydziałów zdrowia w województwach, powiatach, gminach i miastach. A także wszystkich współpracujących z nimi organizacji. Co oznacza uwolnienie wielu lekarzy (podobno ok. 50 tys.), którzy obecnie, zamiast leczyć chorych, produkują i oceniają papierki. Co z kolei oznacza likwidację kolejek do lekarzy.

I, oczywiście, zaoszczędzenie przez budżet 10 proc. sum wydawanych na „służbę zdrowia" i przekazaniu gigantycznej reszty na obniżkę podatków i podwyżkę emerytur.

Szpitalne poletko

Każdy, kto odrobinę zastanowił się nad tym zagadnieniem, zdaje sobie sprawę, że takie rozwiązanie napotka opór (1) klientów „służby zdrowia" nawykłych do darmochy. Twierdzę tu, że przy zdecydowanym działaniu władz nie byłoby z tym większego problemu. 90 proc. ludzi policzyłoby sobie te podwyżki emerytur i obniżki podatków...

Znacznie gorszy byłby opór ludzi pasożytujących na nieszczęśliwych chorych:

(2) Zagranicznych koncernów farmaceutycznych przekupujących (czasem tylko sprytnie namawiających) urzędników do zakupu i refundacji ich specyfików. Ludzie chorzy zapłacą drogo – a jeśli jeszcze państwo refunduje dwie trzecie, to można ustalać wyśrubowane ceny i zakazywać sprowadzania tanich zamienników.

(3) Krajowych producentów leków domagających się ochrony i poparcia wobec konkurencji zagranicznej.

(4) Ordynatorów szpitali traktujących je jako prywatne poletko i wykorzystujących państwową maszynerię do prywatnych celów.

(5) Związków zawodowych lekarzy, pielęgniarek, salowych i innych domagających się ustalania wysokich płac minimalnych.

(6) Urzędników z instytucji, które mają zostać zlikwidowane.

(7) Dostawców medycznego sprzętu – wiedzących, że „państwowemu" to można wcisnąć byle co za wysokie pieniądze.

... oraz innych złodziei, grandziarzy i oszustów wszelkiego autoramentu.

Kto zagwarantuje?

Ten opór jest do pokonania. Jeśli rozpocząć od wsadzenia do aresztu „wydobywczego" całego Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji – in gremio. Być może są tam jacyś ludzie uczciwi – ale zapoznałem się co nieco z sytuacją w analogicznych instytucjach za granicą i jestem w tej materii niedowiarkiem.

Mało kto jednak uświadamia sobie, że główny opór stawią zupełnie inni ludzie: Uczciwi fachowcy.

Taki człowiek potrafi (w najlepszej wierze!) przez dwa lata prowadzić walkę o to, by na leczenie np. raka poświęcić nie 28 proc., lecz 31 proc. sum z budżetu „zdrowia". W tym celu zbiera poparcie różnych „środowisk", zbiera pieniądze na rozmaite fundacje od darczyńców, organizuje konferencje prasowe dla dziennikarzy, opłaca artykuły, że leczenie raka jest ważniejsze niż leczenie koronawirusa (lub odwrotnie). I osiągnął sukces: jest 30 proc.

I ten wysiłek miałby pójść na marne? To ludzie mieliby sami głosować własnymi portfelami, ile wydawać na leczenie raka, a ile na leczenie gruźlicy? Przecież ludzie nie mają pojęcia, która choroba jest groźniejsza społecznie.

Są ludzie, którzy całe życie poświęcili na walkę o właściwe łóżka szpitalne. I osiągnęli sukces! Idą na to gigantyczne pieniądze. A kto zagwarantuje, że jakiś powiatowy szpital nie zechce zakupić najnowocześniejszego sprzętu ratującego życie – ale z braku pieniędzy będzie kładł chorych na siennikach? A przecież wiadomo, że podstawą wyleczenia pacjenta jest łóżko szpitalne, regulowane elektrycznie na 12 położeń!

Armia ministrów

Są tysiące ludzi układających znakomite projekty rozporządzeń, które powinno (ba – musi!) wydać Ministerstwo Zdrowia. Bo przecież wiadomo, że prywatni właściciele szpitali będą podejmowali złe decyzje, a lekarze to banda idiotów, którzy bez światłych wskazówek ministerstwa nie umieliby leczyć chorych. A chorzy to jeszcze większa banda idiotów, którzy nie umieją wybrać lekarza i musi im go wskazać Narodowy Fundusz Zdrowia. I trzeba opracować i wydrukować tysiące ulotek i broszur, jak gdyby chorzy nie umieli zajrzeć do sieci (lub nie mieli żadnego znajomego, który to potrafi).

To wszystko są ludzie absolutnie uczciwi. Ludzie przeniknięci pragnieniem czynienia bliźnim dobrze. Najchętniej sami zostaliby ministrami zdrowia – ale takich stanowisk jest niewiele, więc grupują się w lobby, by wywierać nacisk na tego ministra. Ostatecznie (art. 4 pkt 1 konstytucji): „Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu" – a przecież „Naród" to nie są te dziesiątki miliony nieboraków, gotowych wydawać pieniądze na „niewłaściwe" leki; „Naród" – to ONI, światli „Narodu" reprezentanci. Przecież punkt 2 art. 4 konstytucji uściśla: „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio". No więc oni są tymi właśnie przedstawicielami – a „bezpośrednio" to na pewno nie oznacza „płacąc dobrze dobrym lekarzom", lecz chyba jakieś referendum?

I tu będzie najsilniejszy punkt oporu przeciwko powrotowi do normalności. Bo przecież zarówno prości ludzie, jak i większość intelektualistów – a także wszyscy urzędnicy – chcą opierać się na opinii kogo? Fachowców! A fachowiec uczciwy i bezinteresowny – to kryształ!

Przeciąć ten węzeł

I co: oprzeć się na opiniach garstki libertarian z szalonym Korwin-Mikkem na czele? Przecież nawet śp. gen. August Pinochet, pomawiany o przeprowadzenie reformy „neoliberalnej", bynajmniej nie zlikwidował „służby zdrowia". Zmniejszył tylko niesprawiedliwość systemu, pozwalając więcej płacącym mniej dokładać do innych (stworzył dwa systemy: ISAPRES – dla 16 proc. ludności; dysponował on 40 proc. budżetu – i FONASA dla płacących mniej). „Służby zdrowia" nie zlikwidowała śp. Małgorzata Thatcherowa ani śp. Ronald Reagan – a p. Barack Hussein Obama odwrotnie: wprowadził w USA „służbę zdrowia" na wzór PRL-u – i co? Republikanie podczas wyborów obiecali ją natychmiast zlikwidować... i ręce im zadrżały!

System leczenia ludzi to setki splotów bardziej kunsztownych niż węzeł króla Gordiosa. Żadne cząstkowe reformy nic tu nie dadzą. Ten węzeł trzeba przeciąć. I ręka nie ma prawa zadrżeć.

Dzisiejsze wyrocznie (czyli agencje ratingowe) jednomyślnie przepowiadają, że kto rozwiąże ten problem – zyska nieśmiertelną chwałę.

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Nie każdy nominat Piotra Glińskiego jest zły
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Koalicja w Sejmie zdała pierwszy tak poważny egzamin
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: To nie jest kraj dla lewicy
Opinie polityczno - społeczne
Jan Romanowski: Młodzi w wyborach samorządowych 2024 wystawili rządowi żółtą kartkę
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie polityczno - społeczne
Przemysław Prekiel: Klęska Lewicy w wyborach samorządowych 2024. Jej liderzy nadal niczego nie rozumieją