Komorowski w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim, na antenie RMF FM, był pytany o dekret prezydenta Ukrainy, który wyklucza możliwość prowadzenia negocjacji z Władimirem Putinem. Aby umieścić ów dekret we właściwym kontekście, należy wspomnieć, że ukazał się on już po tym, jak wspomniany Putin arbitralnie, łamiąc wszelkie normy prawa międzynarodowego, ogłosił, że przyłącza do Rosji jedną piątą Ukrainy, nie zważając nawet na to, że nie kontroluje całości anektowanego terytorium. Innymi słowy zachował się jak włamywacz, który wtargnął do czyjegoś mieszkania, zamknął się w salonie i zaczął planować, jak urządzi kuchnię i sypialnię, mimo że domownicy dobijają się do drzwi, a on sam prędzej zabarykaduje się na balkonie, niż dotrze do kolejnego pomieszczenia. Ale przed znajomymi się chwali, że został szczęśliwym posiadaczem przestronnego M3. I domaga się wpisania do księgi wieczystej, bo inaczej odkręci gaz i zapali papierosa.

Wobec takiego dictum prezydent Zełenski uznał, iż rozmowa z Putinem byłaby jak negocjacje z tygrysem w sprawie zmiany diety na wegetariańską – można próbować, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że negocjujący zamiast zmienić menu tygrysa, sam stanie się przystawką. Nie mając ochoty znaleźć się w karcie dań, Zełenski postanowił, że z włamywaczem będzie rozmawiał na odległość lufy karabinu. Doświadczenie pokazało bowiem, iż mniejszy dystans stanowi zagrożenie dla życia, zdrowia a w najlepszym wypadku grozi utratą pralki.

Czytaj więcej

Komorowski: Ukraina i Zachód nie powinny zamykać się na jakąkolwiek perspektywę rozmowy z Rosją

I w tym momencie na scenę wychodzi Bronisław Komorowski, który – z gracją człowieka tłumaczącego prezydentowi USA w czasie oficjalnej wizyty konieczność zapewnienia bezpieczeństwa żonie w domu przed pójściem na polowanie – stwierdził z dezaprobatą, że Zełenski „pręży mięśnie”. A tu potrzeba dyplomacji, bo syberyjski niedźwiedź „jeszcze żyw i hasa w lesie”, a w ogóle to o pokoju i bezpieczeństwie Ukrainy trzeba rozmawiać nawet z Putinem – radzi Zełenskiemu Komorowski. Wiadomo – co ten ukraiński aktor może wiedzieć o tym, jak postępować z Rosją. Niech słucha i się uczy. – Nie należy zamykać się na jakąkolwiek perspektywę rozmowy z Rosją – taką były prezydent ma koncepcję.

I – jak w przypadku filmu „Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta”, który pojawia się w „Misiu” – to jest koncepcja równie dobra, jak ubranie polskiego dziedzica Wawrzyńca Pruskiego w mundur pruski, jesteśmy na takim właśnie poziomie trafności. Bo – warto przypomnieć, to było ładnych kilka miesięcy temu, pewnie nie wszyscy pamiętają – że wojna nie zaczęła się dlatego, iż z Władimirem Putinem nikt nie chciał rozmawiać, więc ten, by zwrócić na siebie uwagę, zaczął bombardować ukraińskie miasta. Od jesieni 2021 roku trwały intensywne rozmowy Zachodu z Putinem, rosyjski prezydent przyjmował na Kremlu Olafa Scholza i Emmanuela Macrona, a jednocześnie przesuwał kolejne jednostki w stronę granic Ukrainy. A tuż przed wojną stwierdził, że Ukrainę tak naprawdę wymyślił Włodzimierz Lenin. Powiedzieć, że to zawęża prezydentowi Ukrainy pole do negocjacji z rosyjskim prezydentem, to tak, jak powiedzieć, że kampania prezydencka Komorowskiego z 2015 roku była umiarkowanie udana – będzie to spory eufemizm.

To Putin powinien zabiegać o rozmowy, których pierwszym i podstawowym warunkiem powinno być wycofanie się rosyjskiej armii na granice z 23 lutego

Dlatego dziś, gdy ukraińska armia dokonuje błyskawicznej demilitaryzacji rosyjskiej armii na wschodzie i południu Ukrainy, sugerowanie, że Zełenski powinien siadać do stołu z Putinem, to rada podobna do tej, której udzielił Elon Musk, swobodnie dysponując ukraińskim Krymem. Owszem, jest tak jak mówił Komorowski: Zełenski w pierwszych tygodniach wojny wielokrotnie deklarował gotowość do rozmów z Putinem – ale wtedy rosyjska armia stała pod Kijowem, a świat nie wiedział jeszcze, co Rosjanie zrobili w Buczy i Irpieniu. Dziś sytuacja jest zupełnie inna – to Putin powinien zabiegać o rozmowy, których pierwszym i podstawowym warunkiem powinno być wycofanie się rosyjskiej armii na granice z 23 lutego. Wszelkie inne „koła ratunkowe” rzucane Putinowi, chęć „nie upokarzania go”, „pozwalania mu wyjść z twarzą”, sugestie, że o bezpieczeństwie Ukrainy trzeba rozmawiać z Kremlem – to powtarzanie scenariusza z Gruzji AD 2008 czy z Krymu AD 2014, a więc oferta dla rosyjskiego krokodyla, by odsapnął chwilkę, zanim znów chwyci kogoś za nogę.

Albert Einstein powiedział kiedyś, że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów. I jego akurat warto posłuchać.