Polonia wspólnie z miastem po raz czwarty zorganizowała międzynarodowy turniej dziecięcy o Puchar Pamięci Małego Powstańca. To oczko w głowie jej honorowego prezesa, uczestnika powstania Jerzego Piekarzewskiego. Dzieci grają, zwiedzają Muzeum Powstania Warszawskiego, poznają Warszawę. Tak powinno być.
Ze Stadionem Narodowym i nowym stadionem Legii to już jest inna stolica. Kiedy za rok dzieci przyjadą tu ponownie, w programie zwiedzania będą miały stadion na Pradze, na którym odbyć się miało pięć meczów mistrzostw Europy.
Coraz więcej klubów gra na nowych stadionach, kilka na nie czeka. Jeśli ktoś po kilku latach wrócił do Polski, włączył telewizor, by zobaczyć mecz, może się nie zorientować, że to nasza ekstraklasa, a nie transmisja z Anglii czy Niemiec.
Przed dwoma miesiącami, kiedy z dziennikarzami z całej Europy zwiedzałem stadiony ukraińskie, a potem polskie, w Gdańsku usłyszałem od kolegi ze Szwajcarii: no, teraz wiemy, że są to mistrzostwa Europy.
Większość pierwszych meczów ekstraklasy stała na przyzwoitym poziomie. Ogląda je coraz więcej widzów, a będzie ich przybywało po oddaniu do użytku stadionów w Gdańsku, Wrocławiu i ostatniej trybuny w Krakowie.
Największym wygranym pierwszej kolejki jest Lech. Miał sześć okazji i strzelił pięć bramek. ŁKS zebrał kilku piłkarzy ekstraklasy niechcianych w innych klubach, więc trudno o nim mówić jak o typowym beniaminku. Ale warto sobie zadać pytanie, co oznacza pięciobramkowa porażka zespołu mającego w swoim składzie m.in. Marka Saganowskiego, Sebastiana Szałachowskiego, Macieja Bykowskiego, Marcina Smolińskiego, Marcina Kaczmarka, Dariusza Kłusa. To trudno wytłumaczyć.
Gra się do końca. Bramki zmieniające wynik padły w ostatnich minutach lub w doliczonym czasie w Chorzowie, Krakowie i Łodzi. Kibice wiedzą, za co płacą.
Wisła ma szanse gry w Lidze Mistrzów, Legia i Śląsk wciąż walczą o Ligę Europejską. Mistrzostwa Europy przed nami. Mamy więcej powodów do radości niż do narzekań.