Reklama

Urzędowa „nagroda Darwina”

„Nagroda Darwina" to internetowe wyróżnienie z kategorii czarnego humoru. Przyznawane jest ludziom za doprowadzenie do własnej śmierci w wyjątkowo głupi sposób. Np. przez zaglądanie do lufy pistoletu i pociągnięcie za spust, żeby sprawdzić, czy jest on naładowany.

Publikacja: 23.09.2018 21:00

Urzędowa „nagroda Darwina”

Foto: 123RF

Powinna istnieć również administracyjna wersja tego konkursu. Dla urzędów i instytucji, które w najbardziej bezsensowny sposób zaszkodziły gospodarce. A potem same z tego powodu poniosły straty.

Klinicznym przykładem jest tzw. ustawa wiatrakowa. Państwo najpierw zwiększyło opodatkowanie farm wiatrowych. W takim stopniu, że biznes ten przestał być opłacalny. Przełożono więc „wajchę", cofnięto zmiany. Ale gminy, na których terenie były farmy – już zdążyły pobrać podatki. Wydały uzyskane w ten sposób pieniądze. Teraz muszą oddawać ciężkie miliony – i zapowiadają pozwanie państwa za bałagan, jaki im zafundowało.

Jest już nowy kandydat do nagrody. Według mediów szykuje się „powtórka z rozrywki". I to brudna, śmierdząca, bo... śmieciowa. Chodzi o ustawę o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która odchodzi od tradycyjnych, trujących paliw. Jest to oczywiście słuszne. Ale trzeba to robić z głową, a nie biec na oślep!

Ustawa ta zakłada tymczasem, że firmy zajmujące się utrzymaniem czystości i zbieraniem śmieci już za dwa lata będą musiały mieć w swoim taborze 10 proc. pojazdów elektrycznych. Czyli na ulice mają wyjechać elektryczne śmieciarki, odśnieżarki, zamiatarki itd. Szkopuł tkwi jednak w tym – twierdzą przedstawiciele samorządów – że takich pojazdów jeszcze nie ma! Na pewno też pierwsze modele będą horrendalnie drogie. Ustawa więc może sprawić, że mieszkańcy miast będą mieć szansę albo utonąć w śmieciach, albo zbankrutować przez rachunki za ich wywóz.

Samorządowcy wykazali się w tym przypadku przytomnością umysłu. Niestety, nie jest to regułą. Wirus „urzędowej nagrody Darwina" okazuje się zaraźliwy bardziej, niż można podejrzewać. Z administracji centralnej, tradycyjnie oderwanej od rzeczywistości, potrafił przeskoczyć na samorządową. Wydawałoby się lepiej znającą problemy ludzi i firm na swoim terenie.

Reklama
Reklama

I tak np. władze jednego z samorządów zakazały uruchamiania nowych złóż kruszyw na swoim terenie. Zapewne z powodów ekologicznych. Na tym terenie działają jednak liczne firmy zajmujące się wydobyciem materiałów używanych na budowach. Nikt z nimi tak drastycznej uchwały nie konsultował! Nie uprzedził o jej przygotowywaniu!

Firmy bez dostępu do nowych złóż zaczną mieć problemy finansowe. Ograniczą lub zlikwidują działalność. Wydobycie kruszyw zmaleje, więc ich ceny pójdą w górę. Już dziś są wysokie, a branża budowlana wpada z tego powodu w zadyszkę. Gdy materiałów zabraknie, staną budowy linii kolejowych, dróg i autostrad. Nic, tylko wręczać „nagrodę Darwina".

Decydenci – czy z wierchuszki, czy lokalni – mają obowiązek przewidywać skutki swoich działań. To, że w stolicy potrafią jedną ustawą rozwalić całą branżę nie znaczy, że trzeba naśladować takie „wyczyny" na szczeblu województw.

Przypominam. Karol Darwin to teoria ewolucji i doboru naturalnego. Zgodnie z nią przetrwają potrafiący najlepiej przystosować się do tego, co ich otacza. A nie tacy, którzy bezrefleksyjnie niszczą własne gospodarcze fundamenty.

Opinie Ekonomiczne
Członek zarządu jak Zosia Samosia? Czyli menedżer jako ścigany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Bogatsi niż myślimy
Opinie Ekonomiczne
Prof. Sławiński: Polexit byłby nieracjonalny ekonomicznie. Brexit to przestroga
Opinie Ekonomiczne
Marek Górski: Czas na systemową deregulację w Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama