Andrzej Przybyło, prezes AB: Nowa opłata podniosłaby ceny smartfonów

„Podatek" od smartfonów nie rozwiąże żadnego problemu i uderzy w konsumentów – mówi Andrzej Przybyło, prezes AB.

Aktualizacja: 01.07.2020 21:22 Publikacja: 01.07.2020 21:00

Andrzej Przybyło, prezes AB: Nowa opłata podniosłaby ceny smartfonów

Foto: Rzeczpospolita

Pomysł rozszerzenia opłaty reprograficznej (czyli rekompensaty dla artystów za kopiowanie utworów na własny użytek przez nabywców ich dzieł) m.in. na smartfony, tablety i telewizory smart budzi dużo emocji. Nowa opłata ma trafiać do organizacji zbiorowego zarządzania, a za ich pośrednictwem do artystów. Jak patrzy na to grupa AB, największy w Polsce i regionie CEE dystrybutor elektroniki?

Celowo odpowiem pytaniem na pytanie: A jak oceniłaby pani taki pomysł, że w 2015 r. rząd zamiast uszczelniać system podatkowy zaproponowałby podniesienie stawki VAT do 600 proc.?

Jest aż tak źle?

Tak. Od kilkunastu lat wskazuje się na wadliwość tego systemu i konieczność jego zmiany. Już w 2003 roku branżowy CRN opublikował artykuł „Płać i o nic nie pytaj". Z kolei na łamach „Rzeczpospolitej" w artykule "Tablet I smartfon też kopiują, ale ..." eksperci dziwili się, że zamiast naprawić ewidentne błędy tego systemu, zaczyna się od pomysłu podniesienia stawek. Minęło sześć lat, nic nie zrobiono i znowu zaczyna się to samo. Dlatego dziękujemy za zwrócenie się do nas o komentarz, bo to przecież importerzy, dystrybutorzy mają pobierać tę opłatę od detalistów, konsumentów i uiszczać do OZZ-ów. Dlaczego to zły pomysł? Proste wprowadzenie tzw. podatku od smartfonów jest niczym dolewanie wody do dziurawego naczynia. Nie jest to systemowe podejście, ale pójście po najmniejszej linii oporu. Przede wszystkim opłaty reprograficzne już są, funkcjonują od dawna i przysparzają mnóstwa problemów. Dodanie nowych urządzeń do listy, przy tym urządzeń najbardziej wolumenowych i wrażliwych na cenę, do tego przy pomysłach podniesienia ogólnych stawek, problemu na pewno nie rozwiąże.

O jakich wadach obecnego systemu mowa?

Po pierwsze, jest on niezgodny z unijnym prawem. W Polsce opłaty pobiera się od urządzeń – niezależnie od tego, czy odbiorcą jest konsument ,czy przedsiębiorca. Tymczasem dyrektywa unijna jasno stwierdza, że chodzi tylko o osoby fizyczne, bo kopiowanie na użytek własny może mieć miejsce tylko w przypadku konsumentów. Nasz krajowy system tego nie uwzględnia i nakazuje pobierać opłaty od wszystkich urządzeń, zarówno konsumenckich, jak i trafiających do profesjonalnego odbiorcy. Kolejna kwestia dotyczy eksportu. Tu również nie ma możliwości zwrotu tej opłaty, więc obecnie może dochodzić do przynajmniej podwójnego obciążenia opłatami tego samego urządzenia . To też trzeba poprawić. Ale największą wadą obecnego systemu jest fakt, że przepisy są nieprecyzyjne i nieegzekwowane równo wobec wszystkich.

Jaki jest tego skutek?

Wiele firm płaci według swojego uznania albo w ogóle. I odwrotnie, organizacje odpowiedzialne za pobór opłat próbują obciążać firmy opłatami za urządzenia również według własnego uznania. Efektem jest to, że spory, audyty i procesy ciągną się w nieskończoność, a artyści nie otrzymują należnych im pieniędzy. Niektóre firmy procesują się z ZAiKS-em już od dwudziestu lat. Sama pani redaktor zajmowała się dużą firmą giełdową zajmującą się dystrybucją elektroniki, która miała ponad 20 mln zł zaległości opłat reprograficznych. ZAiKS i inne OZZ przez długie lata nie były w stanie wyegzekwować tych pieniędzy. W międzyczasie spółka wydzieliła swoją działalność operacyjną, przejął ją inny podmiot, a pieniądze dla artystów nie wpłynęły. To jest sytuacja szkodliwa również a może nawet przede wszystkim dla samych artystów. Dziwię się, że to nie oni występują z inicjatywą reformy systemu. W ten sposób niszczy się wolną konkurencję. Uczciwe firmy są wypychane z rynku a promuje się nieuczciwość.

Jeśli chodzi o rozszerzenie opłaty, to ZAiKS - podobnie jak minister kultury - postuluje, by opłata wynosiła do 6 proc. wartości urządzenia i znalazła się w projekcie ustawy o zawodzie artysty zawodowego.

Ta stawka oznaczałaby rząd 1 mld zł rocznie przy obecnym poziomie około 30 mln zł opłat tego typu czyli oznaczałaby 30–krotną podwyżkę.. To dlatego użyłem na początku rozmowy analogii do stawki VAT 600 proc. Wiadomo, że rząd poszedł we właściwą stronę, skutecznie walcząc z patologiami i uszczelniając system podatkowy. Dlatego nie chcemy odnosić się do wysokości potencjalnych stawek, bo problem leży gdzie indziej i – jak już wspomniałem – ma charakter systemowy. Ale skoro już o stawkach jest mowa to należy przypomnieć iż one powinny z czegoś wynikać. One powinny rekompensować szkodę więc jakoś ta wysokość szkody powinna być policzona i zaprezentowana. Tymczasem nic takiego nie widzę. Więc trudno tu w ogóle coś powiedzieć.

Minister kultury, Piotr Gliński twierdzi, ze Polska jest jednym z ostatnich krajów, gdzie takie opłaty nie funkcjonują.

Po pierwsze, u nas te opłaty są i wcale nie są najniższe w Unii. Po drugie, nie wszędzie w Unii są. Takich opłat w ogóle nie ma Finlandia, Norwegia, Irlandia, Wielka Brytania, Estonia, Łotwa i Luksemburg. Dodatkowo, przykładowo w Grecji pobierane są symboliczne opłaty, rzędu kilkuset euro na cały kraj rocznie. W Hiszpanii próbowano się z tych opłat wycofać i zastąpić je pomocą państwa, ale organizacje artystów to uniemożliwiły. Opłaty w Polsce są na podobnym poziome jak w Chorwacji i Rumunii. Do tego należy dodać, że nie we wszystkich krajach, w których są opłaty reprograficzne, dotyczą one urządzeń postulowanych obecnie w Polsce. Na pewno twierdzenie, że Polska jest ostatnim krajem w Unii, w którym nie ma opłat reprograficznych, jest całkowicie nieprawdziwe. Takich fake newsów krąży zresztą w przestrzeni publicznej więcej. Generalnie tego typu opłaty mają charakter archaiczny – mało kto już używa urządzeń do kopiowania utworów, chociażby dlatego, że na popularności mocno zyskuje streaming, a technologie dalej się rozwijają. Świat przeżywa cyfrową rewolucję i w tym kierunku idą także OZZ na świecie, co zresztą podkreśla ostatni raport CISAC-u, międzynarodowej organizacji zrzeszającej organizacje artystów.

Jaki byłby skutek rozszerzenia opłaty na smartfony? Minister Gliński stwierdził, że ceny tych urządzeń w Polsce są o kilkanaście procent wyższe niż np. w Niemczech, więc podmioty handlujące sprzętem mogłyby pokryć tę dodatkową opłatę ze swojej marży.

Najprawdopodobniej ktoś niestety wprowadził pana ministra w błąd. Zacznijmy od cen urządzeń. W warunkach obecnej globalizacji ceny są porównywalne w całej Europie. Oczywiście pewne różnice istnieją (zależą m.in. od modeli poszczególnych telefonów i stawek VAT), ale nie są znaczące. Co więcej, jeśli już gdzieś mielibyśmy doszukiwać się niższych cen, to w Polsce. Możemy przytoczyć konkretne liczby, jeśli trzeba. Dotyczy to również innych krajów unijnych niż przywołane Niemcy, gdzie obserwujemy stymulowanie gospodarki obniżką podstawowej stawki VAT od lipca do 16 proc. (w Polsce 23 proc. - red.). Czy w dobie wolnego przepływu towarów, e-commerce gdziekolwiek mogłyby utrzymywać się nieuzasadnione wyższe ceny, a tym bardziej w Polsce, gdzie mamy dużą wrażliwość na ceny? Idźmy dalej – mówienie o wysokich marżach dystrybutorów też jest absurdalne. Jesteśmy spółką giełdową, publikujemy sprawozdania finansowe i można dokładnie sprawdzić, jak kształtują się nasze marże. Z definicji firmy z naszego sektora operują na stabilnej, ale niskiej rentowności. Sugerowanie, że branża w Polsce zawyża sztucznie marże i ceny jest kuriozalne. Zresztą, gdyby tak było, tego typu sprawy już dawno trafiłyby pod lupę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Wracając do pytania – czy ten para-podatek podniósłby ceny urządzeń?

Oczywiście. Jesteśmy 30 lat na rynku i walczymy co dnia na wolnym rynku o ułamki procent marży. Analogie do innych krajów, gdzie wprowadzono para-podatek na np. smartfony oraz wprowadzenie opłaty reprograficznej w Polsce na towary obecnie jej podlegające jasno pokazują, że zawsze mamy do czynienia ze wzrostem cen detalicznych. Tak samo jak przy wzroście podatków, finalnie zapłacą zwykli obywatele - konsumenci. Na to zwracała ostatnio uwagę Federacja Konsumentów, apelując że w tej sprawie potrzebna jest rzetelna debata, ponieważ w przekazach medialnych pojawiają się manipulacje, które wprowadzają społeczeństwo w błąd. Federacja ocenia też, że wprowadzenie proponowanych rozwiązań wiązałoby się z bardzo wysokimi i nieakceptowalnymi kosztami dla polskiego społeczeństwa – zważywszy jak duży jest wolumen rynku smartfonów czy laptopów. My, jako grupa AB, nawet się cieszymy że ta sprawa nabrała teraz rozgłosu w postaci propozycji zmiany ustawy, a nie kolejnej próby zmiany rozporządzenia. To daje szansę na rzetelną dyskusję na ten temat i wypracowanie mądrego rozwiązania z udziałem ekspertów, mających rzetelną wiedzę na temat całego zagadnienia. Ubolewam, że jak dotąd dyskusja wokół tego tematu toczy się na bardzo niskim merytorycznie poziomie.

CV

Andrzej Przybyło jest absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego, założycielem i jednym z głównych akcjonariuszy spółki AB (od 1998 r. pełni funkcję prezesa). W ciągu ostatnich dziesięciu lat firma potroiła skalę działalności. Obecnie jest największym w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej dystrybutorem elektroniki oraz sprzętu IT.

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację