Rz: Jaki był ubiegły rok, jeśli chodzi o prognozowanie kondycji gospodarki?

Dariusz Winek:

W 2011 roku, szczególnie w jego drugiej połowie, mieliśmy do czynienia z dużą niepewnością. Kłopoty w strefie euro spowodowały nieoczekiwane znaczne osłabienie złotego. Nie wiadomo było, jak będzie rozwijał się kryzys zadłużeniowy w strefie euro i jak przełoży się on na kondycję polskiej gospodarki. I właśnie to znacznie utrudniało prognozowanie.

Co zaskoczyło najmocniej?

Nie spodziewałem się aż tak dużej skali deprecjacji złotego, zwłaszcza pod koniec ubiegłego roku. W konsekwencji nie doszacowałem inflacji.

Czy ten rok jest łatwiejszy?

Do niedawna wydawało się, że ten tak. Z chwilą gdy sytuacja w Grecji znów stała się napięta, okazało się, że prognozowanie może być podobnie trudne jak w poprzednim roku, a może nawet jeszcze trudniejsze, jeśli sprawy w strefie euro potoczą się w złym kierunku. Ryzyko niewypłacalności Grecji i jej problemy polityczne sprawiają, że przełom wiosny i lata tego roku może być dla rynków finansowych równie trudny co czwarty kwartał 2011 r.

Pana prognozy na początek 2013 r. są już mniej optymistyczne niż rynkowa średnia. Nasza gospodarka nie obije?

Jednoznacznie oceniam, że konsolidacja fiskalna, mniejsze wydatki sektora rządowego, ograniczone możliwości zadłużania się i inwestycji samorządów oraz niepewność na rynkach światowych sprawią, że popyt wewnętrzny w drugiej połowie roku będzie słabszy. Do tego dojdzie jeszcze pogarszająca się sytuacja na rynku pracy. Dlatego uważam, że w pierwszej połowie 2013 r. wzrost gospodarczy wyniesie zaledwie ok. 2 proc.

—rozmawiała Agnieszka Kamińska