Ministerstwo Sprawiedliwości, planujące zmiany w systemie licencjonowania maklerów i doradców inwestycyjnych w porozumieniu z Komisją Nadzoru Finansowego – o którym KNF nic nie wie
Ministerstwo Finansów, planujące zmiany w ordynacji podatkowej tak, by przywrócić klauzule obejścia prawa podatkowego – czyli wyłapywać tych, którzy ośmielą się próbować obniżyć swoją daninę dla fiskusa.
Ten sam resort, zamierzający wprowadzić zasadę zbiorowej odpowiedzialności w podatku VAT w obrocie paliwami i surowcami wtórnymi, objąć CIT-em spółki komandytowe i zwiększyć dostęp do tajemnicy bankowej – wszystko oczywiście nie po to, żeby dołożyć kasę do dziurawego budżetu.
Tenże budżet, skonstruowany w oparciu o założenia, nierealne w momencie ich przyjmowania.
Minister transportu zmieniający zegarki niemal tak często jak skarpetki.
Jego resort, który - do spółki z Ministerstwem (rodzaju żeńskiego) Sportu - nie jest w stanie wydać do maja przepisów umożliwiających przeprowadzanie egzaminów patentowych, chociaż stare wygasły w październiku ubiegłego roku.
Oto zaledwie częściowy obraz rządu, który najwyraźniej zamierza uczynić z „zielonej wyspy" atol Bikini. W imię czego? Nie bardzo wiadomo. Bo jeśli zamierza utrzymać się przy władzy, to powinien działać chociaż trochę rozsądniej i logiczniej - tylko trochę, bo na pełny rozsądek i logikę rządzących absolutnie nie ma co liczyć. Chyba że ostatni rok przed wyborami sprawi, że staniemy się krajem mlekiem, miodem i niskimi podatkami płynącym (taki żart).