Świat świętuje narodziny pierwszego bilionera i zachwyca się wizją obfitości napędzanej przez AI. Po debiucie SpaceX na Nasdaq 12 czerwca 2026 r. Elon Musk stał się symbolem epoki robotów i technologicznej obfitości, mającej rozwiązać problem niedoboru. Inwestorzy kupują już nie tylko akcje, ale opowieść o świecie większej produktywności, szybszego wzrostu i bogactwa.

Czytaj więcej

Największy debiut świata. Dzięki SpaceX Elon Musk został bilionerem

Tesla zapowiada docelową produkcję milionów humanoidalnych robotów Optimus rocznie. Jeśli choć część tych planów się ziści, nie będzie to już tylko robotyzacja pojedynczych czynności, lecz skok w automatyzacji na skalę, jakiej rynek pracy jeszcze nie widział. Jeśli koszt pracy człowieka zacznie przegrywać z kosztem robota nie o kilka, ale o kilkadziesiąt procent, presja na zastępowanie ludzi stanie się brutalna.

W tym miejscu warto odłożyć na bok opowieść Muska o technologicznej obfitości i posłuchać Darona Acemoglu. Laureat Nagrody Nobla powiedział podczas swojej majowej wizyty w Polsce: „Zbyt szybka automatyzacja to cmentarzysko pomysłów”. Nie chodzi o zatrzymanie postępu. Chodzi o prostą różnicę: jedne technologie wzmacniają pracę ludzi, inne ich zastępują. A to podważa założenie, na którym przez dekady opierała się ekonomia wzrostu: że więcej produktywności automatycznie oznacza więcej dobrobytu.

To już nie jest wizja awansu dzięki technologii. To wizja gospodarki, w której po utracie pracy człowiek ma się cieszyć, że dostanie świadczenie pozwalające przeżyć

Musk ma na to odpowiedź godną pierwszego bilionera epoki AI. Kiedy ludzie próbują policzyć, ile zer ma bilion dolarów, słyszą od niego: nie ma problemu. Jeśli sztuczna inteligencja odbierze wam pracę, każdy dostanie uniwersalny dochód podstawowy. Oczywiście z odpowiednią liczbą zer. Nie liczcie więc zer w moim bilionie. Zastanówcie się raczej, ile potrzebujecie do przeżycia i podziwiajcie sukces technologii.

Brzmi to jak pocieszenie, ale też jak osobliwy model nowego kapitalizmu. Najpierw technologia odbiera źródło dochodu i popytu, a potem jej właściciele proponują społeczeństwu dochód podstawowy jako rekompensatę. To już nie jest wizja awansu dzięki technologii. To wizja gospodarki, w której po utracie pracy człowiek ma się cieszyć, że dostanie świadczenie pozwalające przeżyć i podtrzymać popyt osłabiany przez automatyzację.

Możemy mieć wzrost produktywności bez wzrostu dobrobytu. Możemy mieć bogatszą gospodarkę i społeczeństwo, które wcale nie czuje się bogatsze. Problemem nie jest sama technologia. Problemem jest gospodarka, która potrafi produkować coraz więcej, ale coraz gorzej dzieli dochód.

Jeśli automatyzacja będzie szybsza niż tworzenie nowych miejsc pracy, dostaniemy przepis na osłabienie popytu i napięcia społeczne

W marcowym tekście The AI Layoff Trap, którego pierwsza wersja ukazała się w marcu 2026 r., Brett Hemenway Falk z University of Pennsylvania i Gerry Tsoukalas z Boston University pokazują, dlaczego firmy mogą automatyzować nawet wtedy, gdy wiedzą, że masowe zwolnienia osłabią popyt. Każda firma zgarnia pełną korzyść kosztową z automatyzacji, ale koszt słabszego popytu rozlewa się na cały rynek. To klasyczny dylemat więźnia: decyzje racjonalne dla pojedynczej firmy mogą prowadzić do gorszego wyniku dla wszystkich.

To nie jest problem złej woli przedsiębiorców. To problem bodźców i reguł gry. Jeśli automatyzacja będzie szybsza niż tworzenie nowych miejsc pracy, dostaniemy przepis na osłabienie popytu i napięcia społeczne. Najpierw znikają etaty. Dopiero potem ekonomiści zaczynają tłumaczyć, że to przejściowe.

Dlatego pytanie o AI nie brzmi: czy maszyny zastąpią ludzi? Brzmi inaczej: czy gospodarka będzie tworzyć nowe źródła dochodu, a więc i popytu, równie szybko, jak likwiduje stare? I czy korzyści z automatyzacji nie zamkną się w bilansach kilku firm oraz majątkach ich właścicieli?

Największy problem może pojawić się nie w świecie obfitości, lecz wcześniej – w okresie przejściowym, gdy automatyzacja będzie już likwidować źródła dochodu i popytu, a gospodarka nie zdąży jeszcze stworzyć nowych. Problemem nie będzie niedostatek technologii, lecz instytucji zdolnych dzielić jej korzyści. Bo możemy mieć więcej PKB, więcej bilionerów i więcej robotów, a jednocześnie mniej dobrobytu.

O autorze

Prof. Paweł Wojciechowski

Główny ekonomista Business Centre Club, były minister finansów.