Po tym, co wyprawiały ostatnio nad polską granicą rosyjskie drony – nie wspominając o „zgubionej” wcześniej rosyjskiej rakiecie, która niezauważona przeleciała połowę Polski – taki zakup budzi z jednej strony radość, z drugiej uczucie ulgi. Oto wreszcie doczekaliśmy się postulowanych od dawna działań po stronie rządu. Jest szansa, i to naprawdę duża, że przestaniemy być poligonem doświadczalnym Rosji i Białorusi. I to w perspektywie zaledwie dwóch lat, bo ostatnie kupowane systemy mają trafić na wyposażenie wojska do końca przyszłego roku.

Pierwsi w europejskiej części NATO

Co więcej, kontrakt ten powinien być dla nas powodem do dumy. Naprawdę – biorąc pod uwagę skalę i tempo dostaw – jesteśmy pierwszym europejskim krajem NATO, który na tak duży zakup takich systemów się zdecydował. Pozostałe kraje dokonują jak dotychczas zakupów mniejszych i bardziej „rozproszonych”. A jednak znowu z internetowych (i nie tylko) chaszczy pobrzmiewa znajomy, tradycyjny polski lament: że za mało, za późno, za drogo, że nie to powinniśmy kupić, bo są przecież lepsze systemy tej czy innej firmy. I tak bez końca...

Czytaj więcej

Polska stawia tarczę antydronową za 15 mld zł. MON rusza z gigantycznym zakupem

Na szczęście – co mnie bardzo cieszy – specjaliści w mundurach wrzawę tę konsekwentnie ignorują. I słusznie. Dzięki temu stopniowo, klocek po klocku, powstaje w Polsce wielowarstwowy system obrony powietrznej. I chociaż daleko nam do tak rozbudowanych systemów, jakimi dysponuje dziś mający największe doświadczenie na tym polu Izrael, to jednak będę się upierał, że już dziś Polska nie ma się czego wstydzić. Szczególnie jeśli pomyślimy o tym, czym dysponowaliśmy raptem kilka chwil wcześniej. Docelowo nasza obrona powietrzna może stać się jednym z najlepiej ułożonych systemów w Europie. I zbyt wolne – zdaniem niektórych – tempo budowy tego systemu wcale mi nie przeszkadza. Tylko w bajkach zamki powstają w jeden dzień, a każda strzała trafia w tarczę.

Oby się tylko na tym zakupie nie skończyło

Ten system, budowany równie konsekwentnie jak obecnie, da nam tak potrzebne poczucie względnego bezpieczeństwa – bo stuprocentowego w realnym świecie nie da się przecież uzyskać. Oczywiście pod warunkiem, że poza samymi systemami znajdą się pieniądze na zakupy odpowiedniej amunicji (efektorów różnych typów), i to w odpowiednich ilościach, pieniądze na właściwe szkolenie żołnierzy oraz pieniądze na prace nad systematycznym modernizowaniem i rozwojem kupowanych systemów. Także w postaci obiecywanego „spiralnego rozwoju”, który pozwoli na wzbogacanie systemu SAN o kolejne, perspektywiczne rozwiązania oparte na nowych technologiach. I to nie tylko tych, których pojawienie się już dziś da się przewidzieć.