Najgłośniejszym jest oczywiście przetarg śmigłowcowy, ale na horyzoncie jest kolejny – chyba jeszcze poważniejszy.
O czym mowa? O programie „Orka", w ramach którego za bagatela 9 mld złotych mamy kupić trzy okręty podwodne. Zakup jest niezwykle istotny z punktu widzenia naszych zobowiązań sojuszniczych. Suma jest spora, oczekiwania także, warto więc zawrzeć kontrakt z korzyścią dla gospodarki – czyli wybrać oferenta, który zaproponuje najwięcej tzw. offsetowych dodatków. Wokół tego programu w ciągu ostatnich kilku lat powstało wiele koncepcji. Poprzednie kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej nie umiało się zdecydować, czy kupić cały system, a więc okręt i pociski manewrujące, czy też podzielić te zakupy na dwa osobne programy. Były oskarżenia o faworyzowanie opcji niemieckiej, o korupcję albo dochodziło do kompletnej zmiany założeń. Wygląda zresztą na to, że w końcu zwyciężyła koncepcja jednoczesnego zakupu okrętów wraz z pociskami manewrującymi, dzięki którym mielibyśmy w ręku oręż odstraszania, bo te pociski mogą być wystrzeliwane na duże odległości.
Wiceminister Bartosz Kownacki mówił bowiem ostatnio, że „zakup okrętów podwodnych bez pocisków manewrujących nie ma sensu", a minister Antoni Macierewicz jeszcze przed objęciem kierownictwa w resorcie obrony twierdził, że dzięki takiemu uzbrojeniu Polska dysponowałaby „istotną siłą odstraszającą, a Rosjanie byliby świadomi, iż agresja na Polskę oznacza możliwość zniszczenia ich ośrodków rakietowym atakiem z podwodnych okrętów". Dlaczego więc się czepiam, skoro wygląda, że już wszystko jest postanowione?
Otóż na początku maja media obiegła informacja, że MON zastanawia się nad leasingiem okrętów podwodnych. Prawdopodobnie mielibyśmy je dostać z Niemiec, bo – jak twierdzą eksperci – żadne inne państwo z grona zainteresowanych dostawą nie proponuje nam jednostek do wyleasingowania. Ani Szwecja, ani Francja, ani Norwegia. Proponują one nam zresztą wspólną produkcję okrętów w polskich stoczniach.
No dobrze, ale dlaczego leasing jest złym pomysłem? W końcu w firmach takie rozwiązania się sprawdzają, przecież tak będzie taniej. Otóż niekoniecznie. Jest takie przysłowie: „chytry traci dwa razy". Problem tkwi w tym, że takie wypożyczone okręty będą mogły być wykorzystywane do celów szkoleniowych, ale nie operacyjnych.