Reklama

Witold M. Orłowski: Siła złego na złotego

Z walutowego ringu nadchodzą nie najlepsze wiadomości. Złoty znowu zainkasował potężny cios...

Publikacja: 15.06.2016 21:00

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Może nie jest znokautowany, ale na pewno liczony. Niby jakoś stoi, ale gołym okiem widać, że chwieje się na nogach. Sędzia bacznie mu się przygląda, trener szepce coś nerwowo do ucha, kibice zamarli i patrzą, co będzie dalej.

Frank szwajcarski poszedł do narożnika i przesyła całusy swoim fanom. Znowu dotarł do poziomu wyraźnie powyżej 4 złotych, takiej przewagi nie miał od początku roku 2015.

Przy drugim narożniku odpoczywa sobie dolar. Też zbliża się do poziomu 4 złotych, jak dziesięć lat temu. Trenerzy go wachlują, on uśmiecha się pod nosem na wspomnienie czasów, kiedy wieszczono już koniec jego dominacji.

W trzecim narożniku siedzi spokojnie euro. Na razie jeszcze brakuje mu nieco do rekordów sprzed 7 lat – ale niektórzy już zaczynają bąkać o poziomie 5 złotych, o który wtedy euro się ocierało. Więc rozgląda się euro dokoła i wręcz emanuje siłą spokoju...

Jak to? Niecny spisek przeciwko Polsce? Trzech na jednego? Nie, nie, to nie tak. Złoty wcale nie walczy naraz z trzema przeciwnikami. Żadna z tych potężnych walut w ogóle nie uważa złotego za rywala i nie chce mu w najmniejszym stopniu zaszkodzić. Jeśli złoty słania się na nogach, to z powodu ciosów, które spadają na niego w sposób całkowicie niezamierzony – i z powodu własnej słabości.

Reklama
Reklama

Niezamierzone ciosy wynikają przede wszystkim z sytuacji na świecie. Od czasu wybuchu kryzysu ukraińskiego na światowych rynkach finansowych gwałtownie wzrosło poczucie niepewności i niepokoju. A kiedy pojawia się takie uczucie, inwestorzy masowo wyprzedają waluty z krajów mniejszych i mniej przewidywalnych – w tym również Polski – i kupują waluty uważane za najbezpieczniejsze. Czyli franka, dolara, a w nieco mniejszym stopniu (przez nierozwiązany do końca kryzys zadłużeniowy) euro. Złoty słabł więc stopniowo od dwóch lat, razem z innymi walutami wschodzących rynków. Teraz jednak pojawił się nagle nowy, potężny czynnik niepewności i niepokoju: Brexit. Jeszcze kilka miesięcy temu raczej lekceważony, dziś całkiem realny. Więc złoty traci nadal.

Na problemy zewnętrze nakłada się własna słabość. Na własne życzenie. Ogłoszenie przez rząd hojnych planów wydatkowych bez pokazania wiarygodnych źródeł finansowania spowodowało obawy o perspektywy budżetu i ryzyko obniżenia ocen wiarygodności kraju. Niejasne i niespecjalnie przemyślane plany rozwiązania problemu kredytów frankowych rodzą obawy o stabilność sektora bankowego. A pogorszenie klimatu biznesowego pogarsza też długookresowe perspektywy rozwoju polskiej gospodarki.

Złotemu potrzeba dziś przede wszystkim spokoju, aby mimo trudnych warunków zewnętrznych doszedł do siebie i stanął mocno na nogach. Ale na razie na to się nie zanosi.

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce, profesor Politechniki Warszawskiej

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Mroźny oddech Syberii i Arktyki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama