Powstały, bo politycy nie mieli śmiałości powiedzieć ludziom prawdy – że nie ma pieniędzy na utrzymanie wcześniej istniejącego systemu, że musimy pracować dłużej, a stopa zastąpienia – czyli stosunek pierwszej emerytury do ostatniej pensji – i tak będzie niższa. Ale zamiast powiedzieć Polakom prawdę i podwyższyć wiek emerytalny dla ówczesnych 40-latków, którym było absolutnie obojętne, czy będą musieli pracować jeszcze 25 czy 27 lat, wymyślono OFE. Dlatego po latach trzeba próbować podwyższyć wiek emerytalny 60-latkom. A dla nich jest istotne, czy będą pracowali jeszcze pięć czy siedem lat.
Wysokość emerytur zależy nie od tego, jakie płacimy dziś składki i podatki, tylko od tego, jakie będą płaciły nasze dzieci i wnuki, gdy my już będziemy na emeryturze. Nie będziemy wówczas potrzebowali żadnych akcji, obligacji czy świadectw udziałowych, tylko owsianki, aspiryny czy pielęgniarki. O ich dostępności i cenie zadecydują kolejne pokolenia. Pierwszy warunek jest taki, że one muszą być. Przy obecnej stopie dzietności – 1,3 – następnych pokoleń nie będzie.
Ratunkiem mają być roboty. Albo imigranci. Ale to niepewne – z przyczyn technologicznych i politycznych. Zaraz odczujemy konsekwencje tchórzostwa polityków, którzy kilkanaście lat temu przestraszyli się pielęgniarek i nie pozwolili na napływ Ukrainek czy Białorusinek do tego zawodu. Bo miały odbierać miejsca pracy polskim pielęgniarkom. Te niedługo zaczną przechodzić na emeryturę, a młodych w zawodzie nie ma. Ale są za to OFE. Ich planowana likwidacja oczywiście nic nie da. Ważne, co będzie w zamian, bo przecież w demokratycznym społeczeństwie nie da się zlikwidować emerytur.
Alternatywa dla obecnego, skomplikowanego i drogiego w utrzymaniu systemu może być prosta albo... jeszcze bardziej skomplikowana. Prosta byłaby emerytura obywatelska równa dla wszystkich – bo na emeryturze jesteśmy równi. Już niczego społeczeństwu nie dajemy, tylko bierzemy z tego, co wypracowują inni, i z tego, co sami kiedyś wypracowaliśmy i sobie odłożyliśmy.
Nie oczekujmy jednak od państwa, żeby dbało o to, by ta część emerytury, którą nam ono wypłaca, była zróżnicowana i byśmy mieli na emeryturze więcej od sąsiada tylko dlatego, że zarabialiśmy od niego więcej i płaciliśmy wyższe składki. Składkę na NFZ też płaciliśmy wyższą, a nie przyjmą nas przez to szybciej do państwowego lekarza. Możemy pójść do prywatnego – jak mamy za co. Nie ma powodu, by z emeryturami było inaczej.