Wedle założeń ma ona sprawić, że u współbraci będą nabywać potrzebne im usługi i produkty znacznie taniej niż na ogarniętym krwiożerczą konkurencją rynku. To kusząca perspektywa, ale przy złym zbiegu okoliczności oszczędności mogą zamienić się w straty.
Jednym z pierwszych przykładów państwowo-państwowej kooperacji jest zawarta w środę umowa Polskiej Grupy Energetycznej z towarzystwem Polski Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych z grupy PZU. Wcześniej zaczęła z nim współpracować świeżo powstała Polska Grupa Górnicza, a także Jastrzębska Spółka Węglowa i Bogdanka. PGE zapewnia, że zaoszczędzi na polisach 10 proc.
Oszczędności biorą się z tego, że ogólną ideą towarzystw ubezpieczeń wzajemnych jest działanie w zasadzie non profit. Jeśli suma składek okaże się wyższa od wypłaconych odszkodowań, pieniądze wracają do ubezpieczonych. Jeśli jednak będzie za niska, ubezpieczeni muszą dopłacić, a w skrajnym przypadku odszkodowania zostaną zmniejszone.
I tu tkwi ryzyko, jakie podejmują państwowe firmy, wchodząc w taki układ. Bo ubezpieczonych jest niewielu, a ich majątek ma gigantyczną wartość. W skrajnym przypadku pojedyncza awaria czy katastrofa może spowodować szkodę sięgającą nawet setek milionów złotych. Wtedy suma wpłaconych składek nie wystarczy na wypłatę odszkodowania. Na domiar złego wielkie państwowe koncerny, które przystąpiły lub mogłyby przystąpić do ubezpieczeń wzajemnych, skupiają się w tych samych branżach: energetyce i paliwach. A to oznacza, że dojdzie do koncentracji ryzyka, a nie jego rozproszenia.
Wynalazek ubezpieczeń wzajemnych nie jest nowy. Pierwsze takie zakłady powstały na ziemiach polskich w XIX wieku, a sam PZU miał przed II wojną światową właśnie taką formę. Chęć oszczędzenia na składkach sprawiła, że towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych odżyły po 1989 r. i powstawały jak grzyby po deszczu. Do dzisiaj przetrwało ich osiem. Reszta nie wytrzymała konkurencji z ubezpieczycielami działającymi na zasadach czysto komercyjnych. Jednym z tych, które działają do dziś, jest TUW Cuprum skupiający spółki z grupy KGHM. I jego przykład pokazuje, że mimo ryzyk, o których piszę, idea „państwowy ubezpiecza się u państwowego" może utrzymać się na dłużej.